Nie daj się pogodzie! „Bieganie nie ma sensu – bieganie jest sensem”

0
6

Kolejna niedziela i kolejny tydzień treningów za mną. Wraz z jego zakończeniem za oknem rozpoczęła się zima. W jednej chwili odnosi się wrażenie wielkiego przeskoku w czasie. Nic się nie zmieniło, ot spadł śnieg, jednak dla niektórych szafka z butami do biegania została zamknięta na wielką kłódkę, którą może otworzą na wiosnę, o ile po drodze nie zgubią kluczyka…

Wstyd mi. Prezydent stoi, Kardynał stoi – a ja siedzę.

Jan Paweł II (Karol Wojtyła)

Wstyd mi. Papież siedzi, Prezydent i Kardynał stoją, a ja leżę…

Oprycha (Małgorzata Nowak)

Dlaczego tak łatwo się poddajemy i małe niedogodności traktujemy jako usprawiedliwienie swojego lenistwa? Skoro biegnąc przez las omijamy i przeskakujemy powalone drzewa na trasie, skoro biegnąc chodnikiem omijamy czekających na autobus pasażerów, skoro biegnąc parkiem uważamy, aby nie nadepnąć na zdezorientowane wiewiórki, to dlaczego na życie małe przeszkody urastają do rangi wielkich tragedii nie do rozwiązania? Czy śnieg, który pojawia się co roku jest zaskoczeniem i aż tak bardzo wygrywa z naszą pasją?

Tak, prawdą jest „bieganie nie ma sensu – bieganie jest sensem”.

Tym którzy widzą i nie spuszczają z oczu swojego celu nie trzeba o nim przypominać, jednak wielu z nas żyje w ciągłym niedoczasie, biegu, ale rozumianym jako zapędzeniu w codzienność.

Na ile więc jesteśmy świadomi i uważni w co inwestujemy swój czas?

Dlaczego pozwalamy innym sterować naszym życiem? Z ręką na sercu zastanówmy się ile procent dnia codziennego to nasze własne, świadome wybory. Ile razy mówimy tak, gdy myślimy nie. Ile razy ktoś wpłynął na naszą decyzję, aby po czasie się okazało, że mogłam/mogłem posłuchać jednak siebie. Dlaczego tak bardzo oddalamy się od nas samych i pozwalamy wejść innym na swoje podwórko?

Nie jestem broń Boże zwolenniczką alienacji, a ludzi uwielbiam, jednak staram się chronić swój wewnętrzny głos, a szansę, aby go usłyszeć mam właśnie podczas biegu. W momentach, gdy jest mi ciężko i walczę o kolejny kilometr z bólem i zmęczeniem, grzęznę w błocie czy śniegu, gdy wielkie krople deszczu rozbijają mi się o głowę, albo piękne, delikatne i puchate z pozoru śnieżynki wbijają się jak małe igiełki w moją twarz – tam, w środku zachodzi cały proces poznawczy. Mam szansę sprawdzić na ile jestem silna i wytrwała. Na ile droga, którą w życiu wybrałam jest słuszna.

Na ile jesteśmy świadomi sukcesu jaki osiągnęliśmy, gdy wróciliśmy z treningu? Zainwestowaliśmy swój czas, czas swojego życia. Świadomie spędziliśmy –naście/-dzieści/-dziesiąt minut biegnąc przed siebie.

Wróćmy do domu, usiądźmy i doceńmy każdą sekundę tego wysiłku.

W życiu jakoś jest tak, że nie ma nic za darmo, trzeba ponieść pewną ofiarę ,aby zauważyć wagę i znaczenie tego, co osiągnęliśmy.

Wyjdźmy z naszej strefy komfortu, a mówiąc prosto wyjdźmy z naszych domów i ciepłych kapci. Zróbmy ten pierwszy krok, wystawmy głowę za drzwi. Jeżeli do tej pory zima kojarzyła się nam tylko zimnem, szarzyzną i ospałością – zmieńmy to! Bądźmy bohaterami dla samych siebie. Odważmy się realizować własne marzenia i wypłyńmy, bo statki w porcie są bezpieczne, ale rolą statku nie jest stać w porcie.

…zatem pozorna bezcelowość biegu czy świadoma decyzja tej pozornej bezcelowości?

Kto to zrozumie, jak nie inny biegacz, który mijając wielkie zaspy śniegu, mija także i nas, uśmiechając się przez przymrużone oczy, unosząc oszronione brwi i ukazując nam rumiane policzki, aby unieść rękę w geście jedności.

Przepraszam tych, którzy powyższy tekst odbiorą jako atak, mam wielką nadzieję, że zostanie on jednak odebrany jako motywacja do pokochania samych siebie i decyzji jakie w życiu wybieramy. Inspiracja zaczerpnięta od Jacka Walkiewicza.