Wyciskacz łez – test BlackRoll PRO

0
9

PRO – jak sama nazwa serii wskazuje jest to narzędzie tortur dla najtwardszych, najodporniejszych  na ból biegaczy. Topowy, niemiecki produkt przeznaczony dla świadomych biegaczy, którzy zdrowie stawiają na równi z kilometrami.

Cofnijmy się pięć miesięcy. Podczas pobytu w Portugalii doszła mnie wiadomość, że kurier przywiózł mi upominek od BlackRoll’a – wałek do masażu o dźwięcznie brzmiącej nazwie serii PRO. Prezent nie mógł się marnować, więc na półtora miesiąca pożyczyłem go bliźniakowi, aby ten mógł na własnej skórze, na zmęczonych mięśniach przekonać się, czy rollowanie pomaga w regeneracji. Brat dzwonił, pisał, płakał z bólu. Efekty były widoczne. Za pomocą wałka rozbijał „arbuzy” na łydkach niczym Marysia schabowe dla swojej dwunastoosobowej rodziny.

Pod koniec marca zawitałem do kraju. Zabrałem bratu roller i zacząłem go testować na swojej cielesności. Nadmienię, że z rollerami czy jak wolicie wałkami do masażu miałem już styczność kilka lat temu, gdy podbijały rynek JU-ES-EJ (dla ospałych… USA).

To nieprawda, że rozmiar nie ma znaczenia…

fot-2

BlackRoll PRO waży zaledwie 285 gramów, co ma bardzo duże znaczenie dla osób z duszą globtrotera. Zmorą jest bagaż lotniczy, tu liczy się każdy gram. Produkt PRO jest bardzo lekki i zarazem sztywny jak wałek hartowanej stali. Niewielki rozmiar: długość 29,8 cm, szerokość 14,8 cm są wielkim atutem – zmieści się praktycznie w każdej walizce czy bagażu podręcznym.

Jeżeli chodzi o moje rozmiary łydek i ud, to na rollerze zmieszczę jednocześnie dwie nogi, aby było zabawnie, napiszę: dwie łydki, dwa uda. Jednak biegacze o większych gabarytach mogą mieć z tym problem. Nie oszukujmy się, mało kto na rolce z serii PRO będzie masował obie nogi jednocześnie. Ten wałek przeznaczony jest do masowania każdej nogi z osobna, podczas gdy druga ją dociska. Podkreślę wałek przeznaczony jest dla wprawionych biegaczy, którzy niejako identyfikują się z hasłem: BÓL JEST CHWILOWY, CHWAŁA WIECZNA!

Struktura stabilności…

Wałek jest bardzo twardy i sztywny, co wzmaga wyciśnięcie łez podczas masażu. Powierzchnia chropowata zapobiega poślizgom wałka na podłożu (u mnie w domu panele) oraz zapewnia uczucie pewnego prowadzenia nogi na rollerze.

Roller do masażu jest podstawowym wyposażeniem biegacza, tak jak: buty, spodenki czy koszulka do biegania!

Wielu myśli, że jak kupi byty za pięć stów, to nic więcej im nie trzeba. Odnowa biologiczna, w tym wypadku masaż za pomocą rollera, jest tak samo ważny jak przebiegnięte kilometry czy buty do biegania. Nie oszukujmy się, większość biegaczy ogranicza się do klepnięcia, nabicia na licznik kilometrów i zapomina, ba nawet nie chce słyszeć o zabawie z rollerem do czasu, gdy nie przyłapie się jakiś uraz. Wtedy jest płacz, lament i dół psychiczny.

Osobiście używam rollera BlackRoll PRO dwa razy w tygodniu. Przeważnie na drugi dzień po mocnym akcencie. Biegam siedem dni w tygodniu i akurat taki rozkład jazy z PRO najlepiej pasuje mojemu organizmowi. BlackRoll PRO ma już 5 miesięcy, a wygląda jak funkiel nówka! Bardzo dobra trwałość!

Dla rozpoczynających przygodę z BlackRoll’em podpowiem, że przez pierwsze 2-4 razy będą boleć ramiona, mięśnie łopatkowe i ewentualnie najszerszy grzbietu. Wszystko dzięki temu, że ramiona stanowią podstawę/fundament/podporę ciała podczas masażu nóg.

Należy pamiętać, że roller jest jednym z elementów odnowy biologicznej, świetną alternatywą dla masażu sportowego. Jednak nigdy nie zastąpi dłoni wprawionego fizjoterapeuty. Szczerze polecam BlackRoll PRO jako uzupełnienie arsenału biegacza. Stać cię na buty, na GPS’a – to też stać cię na roller do masażu ze stajni BlackRoll. Pamiętaj, że dobrze wydane pieniądze cieszą najbardziej, a najlepszą inwestycją jest inwestycja w siebie. Nie wyobrażam sobie tygodnia bez rolowania – moje łydki nie są plantacją arbuzów, a czwórki to nie pole z kartoflami.