Blackroll recovery pillow – poduszka dla biegacza

Zazwyczaj testujemy buty, odzież do biegania, różnego rodzaju akcesoria. Zdarzają się też zegarki, taśmy do ćwiczeń, wałki, piłki, piłki połączone w pary (tzw. duoballe), ale jeszcze nie zdarzyło się, aby na warsztat trafiła poduszka. Blackroll recovery pillow, bo o niej mowa, ma zapewnić nową jakość snu. Wszak sen to zaraz po treningu najważniejszy element procesu regeneracji dla każdego biegacza. Jeśli zatem mogę i popracować nad nią, czemu nie?

Sen w treningu biegacza

O tym, jak ważny jest sen dla biegaczy, pisała Gosia Nowak w artykule wpływ snu na jakość treningu. Nie będę zatem powielać tej wiedzy. Opowiem jednak o pewnym patencie, który stosuję od dłuższego czasu, a sprawdza mi się bardzo dobrze. Nie ma w nim wielkich mecyi, trzeba jedynie w miarę dobrze zaplanować godziny kładzenia się do łóżka oraz pobudki. Cały myk sprowadza się do tego, aby sen był wielokrotnością 90 minut. 

Sen jest głównym źródłem energii fizycznej. Dotarłem do badań fizjologa i psychiatry Williama C. Dementa, który bez cienia wątpliwości udowodnił, że sen ma większe znaczenia dla naszego samopoczucia aniżeli dieta czy ćwiczenia fizyczne. Kosztem snu nie jesteś zatem w stanie nadrobić zaległości, poprawić formy czy zyskać na czasie. W wyniku braku snu drastycznie spada twoja wydajność, a jakie konotacje ma to słowo dla ciebie w kontekście skutecznego treningu?

Badań nad snem znajdziesz niezliczone ilości. Konkluzją większości z nich jest to, że z powodu niewystarczającej ilości snu spada odporność, obniża się poziom hormonu leptyny, odpowiadającego za poczucie sytości i najedzenia. To już tylko krok do przyrostu kilogramów. Z powodu braku snu wzrasta ryzyko cukrzycy czy nadciśnienia. Nie warto ryzykować.

Jak zatem spać?

Wróćmy do mojego patentu.

Przetestowałem to. Zdecydowanie lepiej się czuję, gdy pośpię w miarę równe 6h (czyli 4 x 1,5h), aniżeli 8h. Nasz sen można wyobrazić sobie jako 90-minutowy interwał, który odbywa się według następujących po sobie faz. Jeśli faktycznie uda ci się tak posterować procesem snu, aby spać te 6 lub 7,5h, to bardzo szybko odczujesz różnicę. Z tym, że 6 to nie 6,5, a 7,5 to nie 8 i 15 minut. Zasadnicze znaczenie w tej metodzie sprowadza się do tej wielokrotności 90 minut. W trakcie takiego jednego interwału przechodzisz przez wszystkie fazy snu, jeśli dasz się jej zakończyć, nie przerwiesz jej, będziesz pozytywnie odświeżony. Z kolei przerwanie fazy, bez względu na to ile godzin poświęcisz na sen, sprawi, że wstaniesz zmęczony i bez energii. Jeśli ten temat cię interesuje, doczytaj sobie na jego temat. Znajdziesz sporo badań na temat skuteczności tej metody.

- Wystartuj -

Wróćmy jednak do bohatera naszego testu.

Blackroll recovery pillow

Markę Blackroll pewnie znasz z zupełnie innej strony. To ci “od wyciskania łez na podłodze”. Tak, dobrze kojarzysz. Znamy ich bardzo dobrze. Przetestowaliśmy kilkanaście ich produktów.

Jakby jednak się nad tym zastanowić, to rolki i inne akcesoria mają służyć szeroko rozumianej regeneracji. Poduszka zatem doskonale wpisuje się w ten segment rynku.

Na poduszcze Blackroll recovery pillow śpię od dobrych trzech miesięcy. Miałem zatem sporo czasu, aby wyrobić sobie o niej zdanie. Zacznijmy jednak od początku.

Mógłbyś zadać pytanie, a co ta poduszka ma w sobie takiego niezwykłego?

No w zasadzie jedyną jej funkcją jest zapewnić zdrowy i wygodny sen. Czyli jak i wszystkich poduszek, włącznie z tymi babcinymi z pierza. Z tym, że te ostatnie nie biorą pod uwagę różnych oczekiwań względem pozycji śpiącego, a Blackroll recovery pillow właśnie od tego zaczyna.

Konstrukcja poduszki, o ile można tak powiedzieć o poduszce, jest dosyć ergonomiczna. Inaczej bowiem stosować ją będą osoby śpiące na brzuchu, osoby preferujące spanie na boku, a jeszcze inaczej ci śpiący na plecach. Ja należę do grupy mieszanej plecowo-bocznej.

W większości noc przesypiam na plecach, jednak zawsze zasypiam na boku. Konstrukcja poduszki została tak wymyślona, aby boczne jej krawędzie były utwardzone, dzięki czemu idealnie podpierają głowę osoby leżącej na boku. Natomiast środek poduszki, dzięki wyżłobieniu i ergonomicznemu podparciu szyi i głowy, idealnie sprawdza się dla osób leżących na plecach. To bez wątpienia, jak dla mnie, największa korzyść płynąca z tej poduszki, że bez względu na to czy śpię na boku, czy na plecach, kręgi szyjne mają idealne podparcie. Wstaję rano wypoczęty i pełny energii. 

Z pewnością nie jest to tylko zasługa poduszki, bo nakłada się na to więcej, aniżeli jeden czynnik. Wspomniane wcześniej 90-minutowe interwały, niejedzenie przed pójściem spać, odpowiednie zaciemnienie czy choćby przewietrzenie sypialni. O dobry, niezakłócony sen trzeba się postarać.

Co w przypadku osób śpiących na brzuchu?

Producent i o tym pomyślał. Zaleca spanie na tylnej stronie poduszki. Moje doświadczenie w tej materii jest jednak takie, że bez względu co bym nie podłożył pod głowę, śpiąc na brzuchu, wstaję połamany z bolącymi plecami. Zatem tego przypadku nie będę rozważał.

Konstrukcja Blackroll recovery pillow

Poduszka Blackroll recovery pillow wykonana jest z pianki o różnej wysokości w zależności od miejsca usytuowania głowy. Obleczona jest bardzo przyjemnym w dotyku materiałem, który dodatkowo można zdjąć i wyprać. Tak czy inaczej, ja dodatkowo przyoblekam poduszkę poszewką. Mam nadzieję, że na zdjęciach widoczne są wgłębienia i kształty, które oddają w pełni mój powyższy opis.

Użyteczność Blackroll recovery pillow

Użyteczność poduszki nie sprowadza się tylko do jej zastosowania w domu. Do paczki dołączony jest specjalny futerał transportowy, który umożliwia zabieranie poduszki w dowolne miejsce, w które się wybieramy na noc. Poduszka przy tym nie waży zbyt wiele. Wraz z futerałem ochronnym to zaledwie 793 gramy i minimalna ilość miejsca, jaką można na nią przeznaczyć.

To by było na tyle. Jeśli masz jakieś pytania o ten produkt, pisz śmiało. Nie pozostawiamy bez komentarza żadnego pytania.