Czapki z głów przed Panem Szostem!

Trochę pół żartem, pół serio mówi się, że w biegach długodystansowych powinna zostać wprowadzona klasyfikacja na czarnych i białych. Biegacze z Czarnego Lądu są absolutnie niedoścignieni i jeszcze pewnie przez długi czas ich hegemonia będzie trwać w najlepsze. Coraz częściej natomiast, do głosu zaczynają dochodzić biali i bynajmniej nie są to bezpodstawne pukania do bram, gdzie biegają najlepsi.

Kilka dni temu Amerykanin Galen Rupp zdobył srebrny medal olimpijski w biegu na 10000 m, zostawiając w tyle utytułowanych i murowanych kandydatów do medalu. Rupp stał się żywym przykładem na to, że biali nie są bez szans w walce z najszybszymi Kenijczykami i Etiopczykami. Amerykańska myśl treningowa w połączeniu z katorżniczą pracą zaowocowała medalem olimpijskim. Można? Oczywiście. Wystarczy trenować pod opieką jednego z najlepszych trenerów na świecie i w zupełności podporządkować swoje życie treningom. Nie bez znaczenia jest tutaj najnowsza technologia, którą wykorzystują Amerykanie w swoich przygotowaniach.

Zostawmy jednak technologie rodem z NASA i spójrzmy na nasze podwórko, a zapewniam, że jest na co patrzeć! Henryk Szost to kolejny z białych, który coraz śmielej radzi sobie w stawce biegaczy z Czarnego Lądu.  Nasz zawodnik już w tym roku udowodnił, że ciężką pracą można „wybiegać” sobie przepustkę do świata najlepszych maratończyków. Jego dzisiejszy start w olimpijskim maratonie, tylko to potwierdził.

W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy Polak poczynił ogromny progres wynikowy poprawiając swój rekord życiowy o niemal 3 minuty. Na początku marca tego roku, Szost pobił w japońskim Lake Biwa Otsu uprzedni rekord Polski należący do Grzegorza Gajdusa o niespełna dwie minuty. Jego wynik 2:07:39 wywołał w społeczności biegaczy ogromne zaskoczenie, bo chyba nikt nie spodziewał się, że Szost dosłownie zmiecie z powierzchni ziemi stary rekord, z którym od niemal dekady nikt nie mógł sobie poradzić, ba, nie mógł się nawet zbliżyć! Znakomity występ w Japonii okraszony rekordem Polski, był dobrym znakiem przed nadchodzącymi Igrzyskami Olimpijskimi. Niepoprawni optymiści po cichu mówili nawet o szansach medalowych, ale w mojej opinii były to niczym nieuzasadnione wizje.

Na olimpijskim maratonie w Londynie skończyło się na 9. miejscu, na REWELACYJNYM 9. miejscu. To naprawdę ogromny sukces Szosta i potwierdzenie jego świetnej dyspozycji w tym roku. Szkoda, że były to Igrzyska Olimpijskie, a nie na przykład mistrzostwa Europy, bo wtedy moglibyśmy się cieszyć ze złotego medalu. Nie ma jednak co „gdybać”, bo gdyby babcia miała wąsy to wiadomo kim by była. Popatrzmy na fakty. Polak zostawił daleko w tyle wszystkich pozostałych biegaczy ze Starego Kontynentu, w tym mistrza Europy z Barcelony Szwajcara Rothlina. Polak od początku kontrolował sytuację i bardzo dobrze rozegrał bieg taktycznie. Na trasie dał z siebie wszystko, walczył do ostatnich sił i nie przyniósł nam wstydu – wręcz przeciwnie. Szost dał świadectwo na to, że biali nie są bez szans w walce z najlepszymi Afrykańskimi biegaczami. Cztery lata temu w Pekinie Polak wracał będąc 34. zawodnikiem, dzisiaj należy do absolutnej światowej czołówki.

Chapeau bas panie Szost!

Tymczasem świętując sukces Szosta, idę na 30-kilometrowe wybieganie. Kilometry same się nie zrobią, forma sama nie zbuduje, a do Maratonu Warszawskiego coraz mniej czasu…

Wypowiedź Szosta tuż za metą:

Słońce strasznie przypiekało, a to nie są warunki dla mnie. Kilka razy miałem kryzys, a po 35. kilometrze mnie już tak postawiło, że chyba tylko moja mocna psychika pozwoliła mi dojechać do końca – mówił na mecie Szost.
Marzyłem o miejscu w pierwszej dziesiątce i to się udało zrobić. Pogoda mnie nie rozpieszczała i tak sobie myślę, że gdyby było więcej cienia na trasie, to może by było jeszcze lepiej. Powalczyłem z całych sił i paru Kenijczyków udało się zostawić w tyle. Było nieźle – dodał polski maratończyk, po czym… jego twarz skrzywiła się w grymasie strasznego bólu, bo złapał go skurcz.
Przepraszam, nie dam dłużej rady. Muszę już iść – wyszeptał do polskich dziennikarzy wycieńczony biegacz i wolno oddalił się w stronę pomieszczeń dla maratończyków.