Korzystaj wygodnie z naszego serwisu dzięki najnowszej aplikacji mobilnej dostępnej na Twojego Iphone’a i I’Pada!

Zamknij

Bieganie z obciążeniem – warto?

Bieganie z obciążeniem – warto?

Bieganie z obciążeniem przywodzi mi na myśl wciągnie na siebie dodatkowych warstw ciuchów, gdy podczas treningu chcemy “spalać więcej kalorii” – na chłopski rozum wydaje się to sensowne, ale w rzeczywistości niewiele da się znaleźć argumentów na poparcie podobnych praktyk. Co rusz widzi się jednak biegaczy stosujących takie “triki”, a zatem warto raz jeszcze sprawę zbadać.

By kwestię uściślić, będę odnosił się przede wszystkim do niewielkich odważników, które przymocować można do kostek lub przedramion oraz do hantelek trzymanych w dłoniach. Na pewno nie raz spotkaliście się z tego typu sprzętem, bo jest on niemal co sezon wciskany ludziom we wszystkich sklepach sportowych, a od niedawna także w supermarketach. Przy okazji podaje się zalety, jakie podobno wynikają z biegania z podobnymi odważnikami, a więc zajmijmy się nimi po kolei...

Sposób na wzmocnienie mięśni?

To zazwyczaj pierwszy z argumentów i on wydaje się najbardziej sensowny w końcu przenoszenie większej liczby kilogramów powinno nas wzmacniać, prawda? Pytanie brzmi jednak: czy to ma sens z punktu widzenia biegaczy? Tu okazuje się, że nie tylko nie przyniesie to spodziewanych efektów w postaci poprawy wyników, ale może doprowadzić nas do kontuzji przeciążeniowych.

Gdyby bowiem faktycznie skuteczne było obciążanie swoich nóg w biegu, to olimpijska elita latałaby po lokalnych ścieżkach w butach z ołowiu, by następnie wskoczyć w ultralekkie startówki. Spotkaliście się z czymś podobnym? Jeżeli nie, to dlatego, że w rzeczywistości zupełnie inaczej powinniśmy obciążać ciało, by poprawić wyniki biegowe i tu dużo lepsze skutki przyniesie np. trening plyometryczny czy klasyczna jednostka siły biegowej. Wzmacniać bowiem powinniśmy przede wszystkim element wybicia, a nie zdolność do siłowego przenoszenia nogi w powietrzu, co wynikałoby z zastosowania odważników. Szybkie bieganie, to błyskawiczne odrywanie się od ziemi i jak najdalsze szybowanie w powietrzu, a w tych kwestiach bieganie z obciążeniem kostek nam nie pomoże.

W przypadku ramion sytuacja wydaje się jeszcze bardziej klarowna, bo wzmocnienie zginaczy ramion nijak nie przełoży nam się na wyniki biegowe. Absolutnie nie widzę zatem sensu biegania z odważnikami na przedramionach bądź w dłoniach, a jeżeli zależy nam na poprawie pracy ramion w biegu, powinniśmy skupić się na całej sylwetce. Bieganie nie jest bowiem po prostu zbitką ruchu nóg, ramion czy skrętów tułowia, które można traktować w oderwaniu od siebie, ale całością, w której symbiotycznie współgrać muszą całe taśmy mięśniowe.

Czy bieganie z obciążeniem to sposób na dodatkowe kalorie?

Skoro wykonujemy większą pracę, przenosząc większą liczbę kilogramów, gdy biegamy z odważnikami, to może znaleźliśmy złoty środek na sześciopak na brzuchu? Tu również nie mam dobrej wiadomości, bo prawdopodobna zwyżka spalanych kalorii podczas takiego biegu będzie na tyle niewielka, że byle przekąska (choćby i zwykły banan), sprawi, że w najlepszym razie wyjdziemy na zero. Żeby cała zabawa warta była bowiem zachodu, musielibyśmy założyć, że bieganie z lekkimi odważnikami pozwoli nam “spalić” 400-500 kcal więcej niż zazwyczaj, a to jest po prostu niemożliwe.

Nie ma zatem sensu biegać z dodatkowymi odważnikami, jeżeli naszym celem jest gubienie zbędnych kilogramów. Lepiej poświęcić więcej czasu na analizę własnych nawyków żywieniowych czy przeliczanie zjadanych każdego dnia kalorii, a jeżeli mamy już pozostać przy treningu, to postawiłbym prędzej na bieganie w terenie, zamiast zakładania na siebie dziwacznych gadżetów.

Lepsza technika?

Czasami spotyka się także argument, w zgodzie z którym bieganie z obciążeniem pozwala nam poprawić technikę biegową. To wydaje się jednak całkowicie niezgodne z praktyką, jaką zazwyczaj powinno się stosować w treningu, a mowa o trzymaniu się kolejności – najpierw technika, potem obciążenie. Kolejność ta wykorzystywana powinna być zarówno w treningu siłowym, gdzie najpierw uczymy się np. przysiadu bez sztangi, z ciężarem własnego ciała, by dopiero później przejść do dodatkowych obciążeń, ale i w biegu, najpierw powinniśmy się poznać prawidłową technikę, a dopiero dalej podchodzić do coraz większych obciążeń. Nigdy na odwrót!

Jeżeli zatem Twoim celem jest poprawa techniki, zgłoś się do trenera, który przeanalizuje Twój dotychczasowy krok biegowy i dobierze odpowiednie ćwiczenia korekcyjne. Te ostatnie na pewno nie będą miały charakteru wymachiwania ciężarkami ani biegania z obciążeniem.

Podstawy, nie gadżety

Bieganie z odważnikami to tylko kolejna odsłona podstawowego problemu większości sportowców amatorów – niestety nie chce nam się poświęcić czasu na podstawy, za to mocno kuszą nas “magiczne sztuczki”. Nie mamy zatem chęci pracować nad bazą treningową, ale chętnie zainwestujemy w ciuchy, których producent obiecuje, że pomogą nam w maratonie. Unikamy jak ognia pilnowania diety, nie mając jednocześnie oporów przed próbowaniem suplementów “na lepsze spalanie”. Lekceważymy naszą sylwetkę i błędy ruchowe, kuszą nas jednak nowe ultra-buty, które będą korygowały wszelkie błędy techniki. Gadżety mają wszystko robić za nas.

Nie tędy jednak droga i warto byłoby w końcu postawić na szeroko rozumiany zdrowy styl życia i rozumne podejście do treningu, budowanie formy latami i korzystanie z efektów solidnej pracy, zamiast szukania dróg na skróty takich jak bieganie z obciążeniem, które w najlepszym razie nie dadzą efektu, a w najgorszym, zaprowadzą nas prosto do lekarza lub fizjoterapeuty.

Zamknij