Wywiad z Robertem Bandoszem – zwycięzcą Ninja Warrior Polska

Partnerzy medyczni TreningBiegacza.pl

Robert Bandosz, czyli Last Man Standing w Ninja Warrior Polska, wielokrotny Mistrz biegów OCR w Europie, jak i doświadczony żużlowiec, piłkarz, kolarz… Fenomenalny sportowiec, ambasador marki SMMASH,  bardzo pracowity i niezwykle skromny człowiek. Znany jako Ninja Macho, pionier w metodyce przygotowania do biegów OCR, zdradza Treningbiegacza.pl, dlaczego mniej znaczy więcej i w jaki sposób podejść najrozsądniej do treningu, by zmaksymalizować satysfakcję oraz podkręcić wyniki. 

Treningbiegacza: Robercie, przede wszystkim bardzo Ci dziękuję, że znalazłeś chwilę na rozmowę. Jestem przekonana, że tytuł Last Man Standing sprawia, że odbierasz wiele telefonów z zaproszeniem na rozmowę. Powiedz mi, proszę, jakie to uczucie dotrzeć najdalej w Ninja Warrior Polska?

Robert: Przyznam szczerze, że byłem bardzo szczęśliwy i spełniony, że doszedłem do tego miejsca, bo nie spodziewałem się, że tak daleko zajdę… Moim celem było po prostu być o jedną przeszkodę bliżej… Adrenalina robiła swoje i to było niesamowite uczucie. Dla mnie jako sportowca jest to spełnienie marzeń.

Teraz podczas emisji programu, drugi raz to wszystko przeżywałem, bo nie wszyscy wiedzą, ale program nie jest kręcony na żywo! Był on kręcony pod koniec lipca. Wiedziałem o tym przez dwa miesiące. Musiałem to zachować w miarę ścisłej tajemnicy – wiedziała o tym tylko moja najbliższa rodzina, tak naprawdę i dosłownie kilkoro znajomych… To dopiero wyzwanie, by utrzymać taką tajemnicę!

Treningbiegacza: Przygotowując się do naszej rozmowy zaczęłam przeglądać filmy z Twoim udziałem i byłam zachwycona spektaklem – Twoja lekkość ruchu i precyzja robią ogromne wrażenie. To była na pewno bardzo długa droga zanim doszedłeś do takiego poziomu? 

Sklep TreningBiegacza.pl

Kupując u nas, wspierasz rozwój serwisu!

Robert: Jest to bardzo długi proces. Wiele osób spodziewa się rezultatów bardzo szybko. Wymagane jest przygotowanie z wielu innych dyscyplin, przede wszystkim gimnastyki. Podstawą jest poznanie swojego ciała. Występują tam ogromne przeciążenia. Osoby, które próbują zrobić formę w rok, kończą to kontuzjami. 

W życiu próbowałem różnych dyscyplin: piłka nożna, żużel – tutaj bardzo liczyła się siła ramion. Dodaj do tego badminton, kolarstwo, gimnastykę, zapasy… 

Treningbiegacza: Czy mogę więc nazwać Cię człowiekiem Renesansu w sporcie? Kiedy podejmujesz decyzję o zmianie i spróbowaniu czegoś nowego? 

Robert: W żużlu wykluczyła mnie kontuzja z dyscypliny. Miałem uszkodzony górny odcinek kręgosłupa i całkowicie zniszczone kolano – dobrze mnie poskładali, więc mimo tego, że noga jest lekko słabsza, nie odczuwam tego aż tak mocno. 

Następnie, pojawił się Speedrower, do momentu, gdy przelała się we mnie czara goryczy dotycząca logistyki i organizacji imprez sportowych. Dyscyplina niszowa, gdzie niestety wiele wyników jest z góry ustawianych. Więc któregoś razu na Mistrzostwach Polskich, zostałem “przekręcony” i zamiast podium, wylądowałem na 4. miejscu.

Jednak, nie ma tego złego, bo wtedy też zobaczyłem reklamę Runmageddonu i postanowiłem spróbować swoich sił. Bałem się wystartować, bo uważałem, że to zabawa dla komandosów. Zapisałem się mimo to i… bardzo mi się spodobało. 

Wciąż kontynuowałem Speedrower, ale w międzyczasie udało się już zdobyć kilka konkretniejszych pozycji w biegach OCR. Momentem przełomowym był dla mnie rok 2015, gdy stawiłem czoła Runmageddonowi Hardcore na dystansie 27km i… ledwo przeżyłem! To był niezły wycisk. Gdyby nie siła głowy, zszedłbym z trasy. Tak się właśnie zaczęła moja przygoda z OCR.

Treningbiegacza: Z czego wynika fakt, że zacząłeś od najtrudniejszego i jednego z dłuższych biegów OCR w Polsce, a teraz jesteś mistrzem na krótszych dystansach? 

Robert: Niestety, nie było to najmądrzejsze, by zaczynać od tak długich dystansów. Nie jestem stworzony do długich biegów. Lepiej toleruję wysiłek intensywniejszy, ale krótszy. W końcu pojawił się dystans 3km, gdzie czułem się bardzo dobrze.  

Któregoś dnia w 2019 roku dowiedziałem się, że mam niedomykalność zastawki serca – wada serca, która wyklucza z kariery sportowej. Zdecydowałem się, że wystąpię ostatni raz w zawodach, a potem, nastąpił długi okres dość dużego dołka mentalnego. Nie mogłem trenować, ani się rozwijać w tym temacie.  

Na szczęście, trafiłem do fantastycznego dr. Małka w Warszawie, który faktycznie – stwierdził, że jest niedomykalność, ale dał mi zielone światło do uprawiania sportu. Ta wada może postępować, ale na razie nie ma ku temu przesłanek. 

To był moment, kiedy bardziej skoncentrowałem się na biegach Ninja. 

Przyznam szczerze, że od kiedy musiałem zostawić żużel, który był dla mnie największą miłością, miałem uczucie pustki. Za każdym razem miałem wrażenie, że dana dyscyplina po prostu zastępuje żużel… Dopiero od biegów Ninja poczułam faktyczną satysfakcję i ogromną radość. Sądzę, że to będzie moja ostatnia dyscyplina (śmiech).

Treningbiegacza: Jak wyglądał Twój trening do NW?

Robert: Na dobrą sprawę, eksperymentowałem. Początkowo nie miałem zupełnie wolnego czasu, a tu nagle wydarzyła się pandemia. Z dnia na dzień tak naprawdę zyskałem bardzo dużo czasu – jadłem, odpoczywałem i trenowałem. Po trzech miesiącach bardzo się wzmocniłem. Dojście tak daleko w NW nie byłoby możliwe, gdyby nie hektolitry potu wylanego na treningu wzmacniającym i mobility, ale i również… nie zaniedbywanie odpoczynku!

Treningbiegacza: Nic nie dzieje się bez przyczyny, prawda? Warto jest doszukać się nawet maleńkiego pozytywu w związku z pandemią. Wracając jednak do Twojego treningu. Mógłbyś podzielić się konkretnym “patentem” odnośnie przygotowania do biegów OCR? 

Robert: Trening mieszany odgrywa u mnie kluczową rolę. Początkowo, trenowałem głównie bieganie i osobno trening siłowy. Tak naprawdę, dopiero podczas zawodów miałem okazję sprawdzić swoje umiejętności na torze z przeszkodami. Od kilku lat jestem fanem treningu mieszanego, czyli nie separuję jednostek treningowych.

Polega to na tym, że już na treningu jestem na torze z przeszkodami i sprawdzam puls po przejściu każdej z nich. Okazuje się, że organizm reaguje całkowicie inaczej na przeszkodę wiszącą, czy czołganą. Podchodząc do danej przeszkody, musimy pozostać w danej strefie tętna, by nie zakwasić się.

Najbardziej zakwaszają przeszkody sprawnościowe – wilcze doły, ściany (bardzo mocno dużo mięśni pracuje jednocześnie), potem mamy siłowe (mięśnie są napięte); najmniej obciążające są wiszące – pracujemy tylko rękoma i w mniejszym stopniu mięśniami brzucha. 

Robert w trakcie występu finałowego emanował spokojem i znakomitą formą.

Znając specyfikację, jak się zachowuje nasze serce, możemy umiejętnie rozłożyć siły. Biorąc pod uwagę innych biegaczy, moje wyniki na płaskim terenie są wręcz śmieszne. Elita to około 14 – 15 min, gdzie ja nie mogłem zejść poniżej 18 minut.

Tylko tym, że dobrze rozkładałem siły, potrafiłem wygrać. Innymi słowy, nie ma sensu zakwaszać się na samym początku. Umiejętne rozłożenie sił względem specyfiki danej przeszkody to najważniejszy aspekt mądrego przygotowania do biegów OCR.

Treningbiegacza: Otwarcie mówisz, że bardzo lubisz, jak coś Cię zaskoczy na torze. Dlaczego? Często sobie wizualizujesz przejście i to Ci umożliwia realizację planu, strategii. Niektóre osoby nie potrafią się dostosować do nawet najmniejszych niespodzianek w przeszkodach, co stanowi o ich zniechęceniu lub też porażce.

Pełne skupienie!

Robert: Sam nowy bodziec jest najważniejszym elementem progressu. Mamy zawsze największy strach przed nieznanym. Tam leży rozwój. Ten background z różnych dyscyplin sprawił, że dość spokojnie reaguję na nowe bodźce, nowe wyzwania.

Młodzi zawodnicy będą nadrabiali tym, że mają odwagę. Nie boją się kontuzji, mają też bardziej dynamiczne ruchy. Regeneracja jest szybsza. Ja mam za to więcej doświadczenia. Wiem, co zmienić, by poprawić performance.

Mam też wspaniałego mentora – Marcina Szyca, niesamowity facet. Prekursor freestyle runningu i parkour w Polsce. Nauczył mnie, by patrzeć na sytuację mocno “z góry”, tj. nie progresuj na siłę, napraw coś. Może być to prozaiczny problem. Zejść do poziomu underground i przeanalizować sytuację na chłodno.

Treningbiegacza: Czy 2020 rok różni się dla Ciebie treningowo od poprzednich lat?

Robert: W przeszłości bardzo potrzebowałam trenera, który musiał mi powiedzieć, kiedy mam nie trenować. Tak, narzucałem sobie zbyt dużą presję. Przepracowywałem sezon na najwyższych obrotach, a potem przez 3 miesiące to odchorowywałem. Pojawiały się myśli depresyjne i zachowania kompulsyjne. Nie wspominając już o kontuzjach. 

Od tego roku zacząłem być dla siebie trenerem. Dopiero w tym sezonie podszedłem do tematu z dużym dystansem. Nie miałem żadnej większej kontuzji, a warto wspomnieć, że jestem jedynym z ponad 20 topowych zawodników Ninja bez kontuzji w 2020! Dyscyplina jest bardzo dynamiczna, sprzyja urazom.

Robert jest również ambasadorem marki SMMASH.

Ciało nie jest w stanie zaadaptować się do takich obciążeń w jeden sezon. Aktywacje, mobility, trening siłowy podczas lockdownu – to wszystko bardzo zaowocowało. Nic sobie nie zerwałem, to mój największy powód do dumy. 

Okres roztrenowania potraktowałem bardzo lajtowo. Mogłem sobie zjeść wszystko to, na co miałem ochotę. Jak nie jestem w sezonie, to nawet nie próbuję niczego sobie ani innym udowadniać. Zaczynam od poziomu wodorostu, dopiero w sezonie zaczynam wcielać mocniejsze jednostki w plan.

Polecam również kontakt z psychologiem sportu. Pozwoliło mi to odpuścić na wielu płaszczyznach. Kiedyś, jeślibym miał odpuścić trening, to byłby dla mnie koniec świata. A teraz? Nic się nie stanie jak jestem niewyspany i odpuszczę trening, na drugi dzień mam o wiele więcej energii.

Treningbiegacza: Brak kontuzji i dobra kondycja mentalna to jak najbardziej miarodajny wskaźnik skuteczności treningu. Jako amatorzy biegania często narzucamy sobie zbyt dużą presję. Jakie masz doświadczenia jako “amator”, czego żałujesz, jakieś lekcje?

Robert: Nakładanie na siebie zbyt wysokich oczekiwań – moja największa zmora. Podświadomie tak mogłem się nakręcić, że byłem sparaliżowany ze strachu, co sprawiło, że w pierwszej edycji Ninja Warrior bardzo szybko odpadłem.

Warto tutaj wspomnieć o diecie. Zawsze trzymałem perfekcyjną dietę. Odmawiałem sobie wszystkiego. Przez 3 miesiące żywiłem się jak kulturysta i po zawodach, to najnaturalniej w świecie pękało. Codziennie byłem w stanie iść do piekarni, nakupić co się dało i zjeść wszystko jednego dnia. Sądzę, że spokojnie byłem w stanie wchłonąć ponad kilogram słodkiego dziennie. To mogło trwać bardzo długo. Nie potrafiłem poskładać się psychicznie. 

W 2020 10% mojej kaloryczności to jakaś delikatna słodycz. To strzał w dziesiątkę! Czuję się dobrze, że mogę wszystko sobie zjeść. Sprawiło to, że nie rzuciłem się na jedzenie w momencie, gdy odpuściłem trening. Komfort psychiczny jest najlepszy. Jeśli robimy coś na siłę, to nie ma sensu.

Odpowiedzmy sobie na proste pytanie – czy chcę, czy muszę, czy powinienem? 

Jeśli chcę, to dam radę. Nie ma sensu narzucać sobie ograniczeń i presji.

Treningbiegacza: Zaburzenia odżywiania to temat niestety bardzo powszechny wśród sportowców, nie tylko zawodowych. Powiesz mi coś więcej na temat swojego sposobu odżywiania oraz suplementacji?

Robert: Nie można zaprzeczyć, że to kwestia bardzo indywidualna. Borykałem się z bardzo dużymi problemami psychosomatycznymi. Doprowadziłem się do tego, że przez 2 tygodnie miałem nieczynny układ trawienny. Nie czerpalem żadnych korzyści trawiennych z przyjmowanych pokarmów. 

Pamiętajmy też, że jelita są naszym drugim mózgiem. Gdy się stresujemy, to ma to wpływ na całe nasze ciało.

Osobiście, często się badam, by sprawdzić, jak organizm reaguje na dany bodziec. Teraz już to czuję, lepiej się poznałem. W tym roku czułem się bardzo dobrze i dopiero po 6 miesiącach zrobiłem badania i wszystko było OK. 

Jeśli mówimy o suplementacji, to trzeba pamiętać, że wpływa ona w 1 czy 2 % na podniesienie siły. U amatorów, zadbajmy przede wszystkim o sen i higienę dnia codziennego. Suplemacja jest kluczowa na pewno dla zawodowców, ale najpierw zadbajmy o podstawy, by móc podkręcić performance o te kilka procent suplementacją.

Treningbiegacza: Robert na koniec chciałabym cię zapytać o Twój strój w którym startowałeś. Oryginalny design i tajemnicza róża. Powiedz nam skąd pomysł i uchyl rąbka tajemnicy.

Robert: Strój przygotowała i zaprojektowała wspólnie ze mną marka SMMASH, która towarzyszy mi w moich startach w OCR i NINJA od lat. Zawsze mogę liczyć na niezawodny sprzęt i możliwość personalizacji, co jest dla mnie dużym wsparciem na trasie, ale daje też możliwość wyrażenia siebie poprzez dedykowane kolekcje, jakie dla mnie przygotowują.  Sama róża tak jak mówiłem w programie jest symbolem mojej miłości do konkurencji, którą uprawiam i tego, kim się stałem dzięki niej. Cieszę się, że mam możliwość współpracy z taką firmą, która gotowa była sprostać moim oczekiwaniom – nawet tym wydawać by się mogło niecodziennym.

Treningbiegacza: Czy mógłbyś zdradzić, w jaki sposób odpoczywasz, jak się wyciszasz? 

Mam z tym duży problem. Musiałem wprowadzić radykalne zmiany w swoim tygodniu pracy, cały czas chodziłem maksymalnie nakręcony pracą. Obecnie, mam całkowicie wolny dzień od pracy w środę. Są też wolne weekendy, ale i tak to są najczęściej zawody lub szkolenia. 

Regeneracja? U mnie sprawdza się limfodrenaż, fizjoterapeuta, morsowanie (kostki lodu w wannie), sauna.

Jestem bardzo dumny, że mogę pogodzić 15 godzin treningu z kilkoma godzinami na regenerację. Nie siedzę po nocach. Staram się jednak spać jak najwięcej – podstawa progresu. Osoby, które śpią poniżej 8-7h są o kilkadziesiąt procent bardziej narażone na kontuzje. 

Treningbiegacza: Tym oto wyciszającym akcentem możemy zakończyć naszą rozmowę. Bardzo dziękuję za Twój czas. To była prawdziwa przyjemność

Robert: Również dziękuję i pozdrowienia dla czytelników Treningbiegacza.pl!