Biegacze bez pasji

0
10

Niektórzy nie traktują biegania jako pasji. W zasadzie mogliby nawet nie biegać. Nie czują tego. A jednak biegają, bo chcą pokazać, że są na czasie, wiedzą, że to ukaże ich w lepszym świetle i zyskają uznanie znajomych. Czasami pobiegną w jakiś zawodach, a ci najbardziej ,,modni’’ nawet i w maratonie. Pojawiają się na naszych ścieżkach i znikają, zazwyczaj bezpowrotnie. Czasami trudno ich odróżnić w tłumie prawdziwych biegaczy. A jednak zawsze gdzieś ich mijamy. Witamy w świecie biegaczy bez pasji.

Poznasz ich po stroju

Słuchaj Tomek, a czy ta firma Asics to taka modna firma dla biegaczy?

Ty nie patrz na modę, tylko na wygodę, ma ci się dobrze w nich biegać.

No no, ale do tego to już chyba najlepiej cały komplet Asicsa wtedy nie? Lepiej to wygląda co?

Obojętnie, tu naprawdę chodzi przede wszystkim o wygodę.

No wiadomo, jasna sprawa, a pulsometr to czytałem, że Garmina najlepszy?

No podobno, ale Tobie na początek wystarczy jakaś Sigma czy Polar za dwie, trzy stówy.

Eee, niee, to zaraz będzie widać, że bieda i że tak nieprofesjonalnie…

Ta krótka rozmowa z pewnym kolegą, który jeszcze w życiu nie przebiegł nawet kilometra, a dopiero miał taki zamiar, utwierdziła mnie w przekonaniu, że są wśród naszej biegowej braci ludzie, którzy bieganie traktują jak kupno samochodu, domu lub rasowego psa. Ma być widocznie, z klasą i na bogato. Trudno negatywnie pisać o ludziach, którzy bądź co bądź wykazują jakąś chęć aktywności fizycznej, ale za tę specyficzną grupę jest mi na prawdę wstyd. Za kolegę również.

Bieganie – sport glamour

Lansowanie się i podleganie aktualnym trendom dotyczy każdej niemal dyscypliny sportu. W tenisie możesz co najwyżej zabłyszczeć przed sąsiadem wychodząc z rakietą do samochodu i pokazując, że Cię stać na tę rozrywkę. Jeżdżąc konno możesz ostentacyjnie stać przy swojej furze i machać siodłem na lewo i prawo. Biegacz ma zadanie utrudnione. Istnieje bowiem obiegowa opinia, że bieganie to sport najtańszy, a zatem o zgrozo jakże trudny do szpanowania. Jeszcze kilkanaście lat temu jedynym atrybutem biegacza były jakieś sportowe buty, dres ortalionowy, czasami opaska. Wyglądało to bardziej komicznie niż lansersko. Obecnie biegacz to już prawdziwy robocop. Buty z kosmicznymi systemami, dopasowane lycry, odblaskowe kurtki, iPody, Smartfony, Smartwatche to wszystko zachęca ludzi do zagłębienia się w temat. Wszak biegaczem można stać się z dnia na dzień, a przy okazji pokazać wszystkim, jakim sprzętem się dysponuje. Ponadto biegnąc kilka czy kilkanaście kilometrów posiada się zazwyczaj pokaźną widownię przechodniów, większą niż na korcie czy torze jeździeckim.

Popisy rodem z Hollywood

Obecni kreatorzy biegowego lansu opracowali skuteczne metody, dzięki którym nie znający się na tym ludzie mogą uznać ich za prawdziwych zawodowców. Typowe jest zatem medialne rozciąganie się na pokaz, w miejscu publicznym przy jednoczesnej uważnej obserwacji czy wszyscy patrzą. Do tego afiszowanie się z odżywkami w bidonie, nawet gdy trening trwa zaledwie pół godziny. Ponadto mitologizowanie każdego uzyskanego wyniku, nawet gdy w konfrontacji z innymi wypada naprawdę kiepsko. Konieczne bywa również nieustanne spoglądanie na pulsometr, nawet gdy nie działa, bo wyczerpała się już bateria (tak, widziałem dwa takie przypadki, raz nawet kolega sam mi się przyznał, że woli patrzeć co jakiś czas na swojego popsutego Garmina, aby inni widzieli, że biega na poważnie – R.Ż. w maratonie 5:35). Jednym słowem poziom lansu wzrasta zazwyczaj odwrotnie proporcjonalnie do uzyskiwanych wyników.

Jesień i zima – okres podziału biegowej braci

Na szczęście nadeszła jesień, dużymi krokami zbliża się też zima i warunki do biegania stają się coraz trudniejsze. To jednak wyjątkowy okres, bo to on wtedy zaczyna oddzielać prawdziwych biegaczy od sezonowych szpanerów ze słomianym zapałem. Lansowanie się ma bowiem tę specyficzną cechę, że jest domeną ludzi raczej słabych psychicznie, toteż wszelkie niedogodności pogodowe skutecznie ich zniechęcają. Obrazki drepczących biznesmenów, aktorów czy wokalistów w nadmorskich kurortach na stałe już wpisały się w wakacyjny pejzaż tych miejsc. A jako, że mieszkam obecnie w Trójmieście, to owe zjawisko miałem okazję obserwować przez cały sezon (plażowy). Wymalowana do granic absurdu blondyneczka z maleńkim yorkiem w torbie, opalony na czekoladę mięśniak w rybaczkach, ciemnych okularach i papierosem za uchem, do tego ,,biegnąca’’ panienka rodem z filmów porno, w stringach i staniku, którą wyprzedzali szybciej idący starsi kuracjusze. Pomijam już faceta biegnącego w środku lipca przy sopockim molo w kaloszach, slipkach i marynarce – do dziś nie wiem, co chciał przez to wyrazić. Do tego setki typowych gadżeciarzy truchtających w samouwielbieniu dla swojej osoby. Łatwo ich było poznać choćby po tym, że nie znali słynnego gestu pozdrowienia biegaczy. Raczej patrzyli się wtedy jak gdyby chcieli zapytać – kurcze, z jakiej imprezy ja tego ziomka znam?

Pozytywne strony biegowego lansu

Ta różnorodność dziwaków i truchtaczy traktujących biegową trasę jak wybieg dla modelek utwierdziła mnie jednak w przekonaniu, że bieganie naprawdę musi mieć w sobie jakiś silny, magiczny magnes. Skoro bowiem przyciąga nawet tych, którzy biegania zwyczajnie nie lubią to musi być w tym jakiś pierwotny instynkt, nieznana siła, która każe biegać nawet wtedy, gdy się nie chce i nie umie. Chciałbym również w tym miejscu podkreślić, że darzę szacunkiem każdego biegacza, bez względu na tempo i dystans, jaki pokonuje. Jednak najbardziej cenię konsekwencję i pasję w tym, co się robi, wtedy nawet najwolniejszy amator staje się wielkim sportowcem. To dla mnie ostateczny dowód na to, że bieganie to nie tylko dyscyplina sportu, ale filozofia życia, zjawisko społeczne i najskuteczniejszy test ludzkiego charakteru. Mam cichą nadzieję, że każdy kto czytał ten artykuł, należy jednak do tej grupy, która owy test już zdała celująco. Wszystkim innym życzę z całego serca zmiany podejścia do biegania, no i do zobaczenia wiosną.