Pieniądze to nie wszystko, ale wszystko bez pieniędzy to…

Współczesny sport opiera się na pieniądzu i myślę, ze nikt nie ma, co do tego żadnych wątpliwości. Zarówno ten profesjonalny na najwyższym poziomie, ale również sport amatorski i rekreacja. Bez względu na to, jaką formę aktywności fizycznej wybierzemy, to wymaga ona pewnych nakładów. Mniejszych lub większych, ale jednak. O sporcie profesjonalnym nie będę rozpisywał się, bo przecież każdy wie, że sportowiec wyczynowy, lub jak właściwie powinno się dziś mówić zawodowy, musi mieć pokryte wszystkie koszty i jeszcze coś na tym zarobić. Ale w takim razie, co ze sportem amatorskim i rekreacją? Przecież tym sportowcom nikt nie płaci, nikt nie opłaca za nich trenerów, sprzętu, wynajmu obiektów itd. Nie znaczy to jednak, że to wszystko jest za darmo. Choć Ci, którzy nie mają o tym pojęcia lub przespali transformację ustrojową mogą odnieść takie wrażenie. Nic bardziej mylnego. Co więcej, okazuje się, że by uprawiać sport to trzeba mieć „parę” złotych.

5 km

Gracie w piłkę? Razem z kumplami? W lidze szóstek lub jakiejś innej amatorskiej lidze? No to musicie zapłacić za wynajem, za sędziów, no i liga jakieś grosze też zarabia. Do tego musicie mieć odpowiednie obuwie, stroje, a przydałoby się jeszcze potrenować w tygodniu, więc kolejne koszty wynajmu sali lub boiska. Podobnie w przypadku koszykówki. Wspinaczka? Sprzęt specjalistyczny, opłata za instruktora na początku, potem ścianka, lepszy sprzęt itd. Można tak wymieniać bez końca, ale co z bieganiem? Okazuje się, że ta najprostsza, najbardziej uniwersalna i najtańsza forma ruchu kosztuje coraz większe pieniądze… Nieprawdopodobne? A jednak!

10 km

Wydaje się, że by zacząć biegać wystarczy zwykły T-shirt, trampki, spodenki lub dresy, skarpetki i ewentualnie bluza. To jest początek. A właściwie koniec. Koniec ubiegłego stulecia. Bo w XXI-szym wieku to już tak pięknie nie wygląda. Jeszcze nie zdążycie wrócić z pierwszej przebieżki, a już jesteście bombardowani widokiem innych biegaczy, którzy mają kolorowe buty, jakieś dziwne koszulki, przeróżne spodenki, kurtki, opaski, chusty, zegarki czy coś w tym stylu pasy z małymi buteleczkami itd. I to by było na tyle Waszego biegania. A właściwie nie. Bieganie dopiero się zacznie. Po sklepach.

21,097 km

Czy faktycznie osoba, która zaczyna przygodę z bieganiem potrzebuje tego wszystkiego? Czy biegacz, który ma już na sobie ileś tam kilometrów musi kontynuować wyścig nie tylko z czasem, ale również z modą, technologiami, trendami i sąsiadami? Okazuje się, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, ale mimo wszystko będę skłaniał się do tego, że trochę warto wydać. Ale nie za dużo, bo nie wszystkiego potrzebujemy. Nie wszystkiego, co próbują nam sprzedać.

Ściana

Najważniejsze są buty i powie Wam to każdy. No i zaczynają się „problemy”. Czy zwykłe, czy z systemami, czy bez systemów, a może jednak zwykłe trampki, a może jednak dobrać buty, a jaki kolor, a ja to supi- coś tam, czy prona- coś tam itd. Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości to odsyłam do poradników, sklepów biegacza i własnego rozsądku. Ale żeby nie zostawiać Was zupełnie z „Nitschem”… Najpierw pomiar stóp. W mojej ocenie, najlepiej robią to przedstawiciele ASICSa, którzy organizują takie spotkania i pomiary w sklepach dla biegaczy, które są ich partnerem. Następnie dobór obuwia. Zrobicie to w najlepszych sklepach dla biegaczy. Ocena indywidualna doradcy oraz analiza wideo waszego biegu po bieżni. Trzeba zazwyczaj zapłacić za to ok. 50zł, ale w przypadku zakupu butów w tym samym sklepie w ciągu dwóch tygodni opłata ta jest anulowana i odliczana od ceny obuwia. Tak właśnie robią między innymi w warszawskim ERGO – centrum biegacza, które zostało wyróżnione tytułem „Sklep 2011 roku” przez miesięcznik „Bieganie”. Sam skorzystałem ich usług i jestem bardzo zadowolony.

Reklama - koniecznie sprawdź!

Skarpety to druga rzecz, w którą według mnie warto zainwestować. Dobre skarpetki z odpowiednimi przeszyciami, wzmocnieniami i innymi pożytecznymi bajerami to bezpieczeństwo i komfort dla Waszych stóp, naskórka i największy wróg wszelkiej maści odcisków, otarć itp. Osobiście inwestuję w produkty z górnej półki firmy Nike, ale jest też polska firma produkująca doskonałe skarpetki z dodatkiem srebra, której nazwy niestety nie pamiętam. Gdy tylko ją namierzę, to nie omieszkam Was powiadomić. Uwaga! W sklepach amerykańskiego giganta w outletach czasem można kupić dwie pary w cenie jednej! Warto zaglądać.

I ostatnia rzecz, w którą warto zainwestować, to zestaw jesienno-zimowy firmy Nike, który za jedyne 60-70zł w zależności od sklepu zadba o Wasze dłonie i głowę z uszami. Co ciekawe zestaw jest unisex i posiada z tyłu dziurkę na kucyk. Słodkie, prawda?

Według mnie dwie pierwsze pozycje są absolutnie niezbędne, a trzecia, gdy zdecydujemy się biegać w chłodniejsze dni i poranki. Pozostałe elementy stroju biegacza to już całkowicie wolna amerykanka. Koszulek nie kupuję, bo na biegach ciągle jakieś się dostaje, także techniczne. Spodenki – byle nie obcierały. Pulsometr, chusty, pasy i inne gadżety mogą pomagać, ale nie są niezbędne. Przynajmniej na początku.

42,195 km

Jeśli ktoś myślał, że to już koniec wyliczanki, to pomylił się okrutnie. Bo przecież po rozpoczęciu biegania i pierwszych treningach przychodzi refleksja. No tak, ruszam się, moje ciało jest zdrowsze, lepiej wygląda, sąsiad/ka ogląda się za mną i chyba też zacznie biegać, ale koledzy z pracy startują w jakichś biegach! Na pięć, dziesięć kilometrów, maratonach, połówkach i jeszcze coś, ale nie pamiętam… No właśnie! Bieg taki, bieg śmaki i jest ich dziesiątki, a właściwie setki, jeśli nie idzie to już w tysiące. I każdy trzeba opłacić… No prawie każdy, bo z tej „niechlubnej” tradycji wyłamuje się warszawski Bieg Wisły – ukłony dla Sekcji Strzeleckiej CWKS Legia Warszawa i Komisariatu Rzecznego Policji w Warszawie. Napisałem „niechlubna” tradycja nie dlatego, że uważam, że wszystkie powinny być bezpłatne. Napisałem tak, ponieważ liczba tych biegów jest ogromna i od późnej wiosny do późnej jesieni co tydzień jest kilka imprez. A na dodatek nie są one tańsze, ale coraz droższe. Nie wszystkie, ale okazuje się, że te najbardziej medialnie nagłaśniane, mające wręcz znamiona kampanii społecznej są najdroższe, mimo, że posiadają potężnych sponsorów. Tak, czy owak. Jeśli ktoś, kto biega chciał co tydzień pobiec w jakimś  biegu, to suma miesięcznych wydatków bardzo znacznie wzrasta. No bo przecież oprócz opłacenia pakietu, zawsze te parę złotych gdzieś jeszcze ucieknie. Oczywiście rośnie ilość medali i koszulek (niestety, nie zawsze technicznych) i zostaje trwały ślad wysiłków i starań, ale niemniej jednak są to dodatkowe koszty. I rosną one z każdym rokiem, by nie powiedzieć miesiącem.

Za metą

Bieganie stało się dość drogie w porównaniu do tego, czym było lat temu dwadzieścia, czy czterdzieści. Jesteśmy co dwa lata (w najgorszym razie) zasypywani informacjami o nowych odkryciach, trendach, powrotach do starych sprawdzonych metod, nowymi badaniami i odpowiedziami producentów, którzy potrafią dwa razy w ciągu roku zaoferować nam coś przełomowego i bez czego nie damy rady żyć. Przepraszam, miałem na myśli „biegać”. Dacie radę. Pamiętajcie o tym, co najważniejsze, zachowajcie zdrowy rozsądek i nie biegajcie wszędzie. Czasem warto odpuścić, by zaoszczędzić na naprawdę wyjątkowy wyjazd. Ale o tym opowiem Wam następnym razem…