Jak może oszukać cię producent odżywek, czyli między marketingiem, a prawdą

Na rynku istnieje mnóstwo suplementów, których działanie nie zostało udowodnione lub wręcz udowodniono ich nieskuteczność. Trudno oszacować jak duży jest udział skutecznych suplementów w cały rynku. Aczkolwiek jestem skłonny zaryzykować stwierdzenie, że jest to jego niewielka część. Dobrze ilustruje to raport na stronie Australijskiego Instytuty Sportu, który w grupie przebadanych i na pewno skutecznych substancji (grupa A) wymienia tylko kilka suplementów – tutaj. Jednocześnie trzeba wyraźnie podkreślić, że niektóre substancje są rzeczywiście skuteczne i mogą przyspieszyć sportowy rozwój (np. kreatyna, beta-alanina czy wodorowęglan sodu). Jednak dzisiaj nie o tym, tylko o sztuczkach, które służą naciąganiu dowodów o skuteczności suplementów.

Fajnie to bulgocze w probówce – czyli dowody z badań in vitro

Kto by się nie skusił na preparat, który ma świetne wyniki, dajmy na to, w blokowaniu katabolicznych enzymów albo przyspiesza syntezę białek mięśniowych. Szkoda, że nigdzie indziej niż probówce lub na szalce Petriego, które opisuje się jako badania in vitro – co dosłownie oznacza „w szkle” . Takie badania to bardzo ważny, często pierwszy etap badań na daną substancją, jednak wiele z substancji o potwierdzonym działaniu in vitro okazuje się nieskuteczne w żywym organizmie (in vivo). Oddziaływanie na enzym lub nagą komórkę w laboratoryjnych warunkach to co innego niż ludzkie ciało, gdzie na przeszkodzie w skutecznym działaniu może przeszkodzić suplementowi trawienie, wielość dawki, metabolizm w wątrobie, wydalenia i wiele innych. Przykładem jest l-karnityna, która jest z całą pewnością niezbędna do spalania tłuszczu. Problem tylko w tym, że łykana w tabletkach, zazwyczaj nie dociera tam, gdzie ma działać, czyli do wnętrza mitochondrium. Co prawda wstępne wyniki sugerują, że może kumulować się w komórkach jeśli jest podana z węglowodanami, ale póki co dowody są bardzo ograniczone i większość badań świadczy o jej nieskuteczność.

Twój kot kupowałby… – czyli badania na zwierzętach

Kolejnym etapem badania jakiegoś suplementu lub leku, jest sprawdzenie jego skuteczności na modelach zwierzęcych. Zwykle gryzoniach, czasem psach, kotach lub świniach, rzadko kiedy na naczelnych. W przeciwieństwie do badań in vitro mamy do czynienia z żywym organizmem, ale nadal różnice w fizjologii ludzi i innych zwierząt mogą doprowadzić do błędnych wniosków.

Chorzy, starzy i niedożywieni – czyli badania na innych populacjach niż sportowcy

Często bywa, że producent pochwali się, że jego suplement podnosi poziom masy mięśniowej, co potwierdza takie, a takie badanie. Niestety jak wczytamy się dokładniej w treść okazuje się, że zostało ono przeprowadzone na grupie pacjentów w szpitalu lub ludzi podczas rekonwalescencji po nowotworze. Takie badanie może być bardzo cenne dla lekarza, który pracuje z daną grupą pacjentów, ale nic nie powie osobie, która chce sięgnąć po taki suplement w celu poprawy wydolności.

Dowód anegdotyczny

Na każdej siłowni można usłyszeć legendę, taką jak ta o facecie, który brał specyfik o wymyślnej nazwie i zbudował kilkanaście centymetrów w bicepsie – w dwa tygodnie. Dzisiaj takie historiie rozchodzą się też dzięki clickbaitowym reklamom. Jaką wartość ma to, że ktoś brał suplement i dzięki niemu zwiększył masę mięśniową albo spalił tłuszcz w najbardziej opornych miejscach? Znikomą. Nie posiadając informacji co dana osoba robiła dodatkowo, czyli jak ćwiczyła i co jadła w zasadzie nic to nam nie mówi. Nawet uzupełniony o te informacje, odosobniony przypadek niczego nie dowodzi. Nawet opublikowane w prasie naukowej tzw. opisy przypadku, nie są ostatecznymi dowodami naukowymi. To raczej forma ciekawostki, próba zwrócenia uwagi na problem lub potencjalne rozwiązanie. Wspomniana historia kogoś, kto/gdzieś/coś/kiedyś/jakoś to jedynie anegdota. Niektórych może przekonywać, ale nie ma ona żadnej wartości – do rzeczywistej oceny wartości jakiegoś suplementu potrzebujemy badań na dużych grupach, a nie kilku historii.

- Wystartuj -

Wielki biceps jako źródło wiedzy

Wraz z kultem ciała w zbiorowej świadomości ludzi ćwiczących, urosło przekonanie, że im ktoś lepiej wygląda tym bardziej zna się w temacie. Oczywiście, nadwaga nie dodaje wiarygodności dietetykowi, a sam nie zaufałbym wychudzonemu instruktorowi kulturystyki. Kłopot w tym, że silnej zależność między obwodem bicepsa, a poziomem wiedzy reprezentowanej przez jego posiadacza nie ma. Często w Internecie wyśmiewa się opinie bardzo inteligentnego fizjologa sportu tylko dlatego, że jest zbyt szczupły. Tendencja jest taka, że umięśnionych choć niekoniecznie mądrych ludzi traktuje się jak guru, nawet, jeśli zaprzeczają sobie w każdym kolejnym wygłaszanym zdaniu. Oczywiście są osoby, które posiadają i imponującą wiedzę i jednocześnie wspaniale wyrzeźbione ciała lub wyniki w sporcie – lecz nie jest to zasadą.

W czopkach, doustnie czy dożylnie? – zwróć uwagę na sposób podania

Na każdym opakowaniu argininy, możesz przeczytać, że jest boosterem hormonu wzrostu. Faktycznie tak jest. Warunkiem jest podanie jej dożylnie. Nie tylko ten składnik podany doustnie traci swoje właściwości. Czasem powodem jest to, że (tak jest z glutaminą) stanowi pokarm dla komórek jelita i niespecjalnie chce przenikać do krwi w większych ilościach. Czasem barierą staje się wątroba i jej detoksykacyjne enzymy. Każda substancja, zanim dotrze w miejsce działania (zwykle tkankę mięśniową, nerwową lub tłuszczową), ma do pokonania setki barier: błony enzymów, komórek i tkanek. Po napotkaniu trudności może zostać zatrzymana, zneutralizowana lub zwyczajnie rozcieńczona. Podając specyfik przez strzykawkę, pomijamy przynajmniej część z podanych przeszkód i możemy uzyskać większe stężenia we krwi, dlatego skuteczność wielu substancji bardzo różni się w zależności od sposobu podania.

Na dzień dzisiejszy na rynku jest tylko kilka ergogenicznych środków (wspomagających w sporcie) o dobrze udokumentowanym działaniu i czasem warto w nie zainwestować. Jest też pewna grupa substancji o działaniu wątpliwym lub niewielkim z którymi można poeksperymentować. Jednak ogromną grupę suplementów tworzą te, które jak wielokrotnie wykazano, nie działają,  ale dzięki agresywnym kampaniom marketingowym nadal utrzymują się na rynku.