W tych butach wrzucisz kolejny bieg! – test Nike Zoom Fly

0
32

Nike Zoom Fly był jedną z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier tej jesieni. Jest to młodszy brat modelu, w którym Eliud Kipchoge uzyskał kosmiczny wynik w maratonie 6 maja 2017 roku na torze Formuły 1, Monza. Co prawda projekt „Breaking 2”, nad którym Nike pracowało 3 lata, nie powiódł się, jednak uzyskany wynik 2:00:25 zasługuje na wielki szacunek. Oficjalny rekord świata wynosi 2:02:57. Stworzony specjalnie na tę okoliczność Nike Zoom Vaporfly Elite dał początek nowej linii obuwia biegowego, którego konstrukcja odbiega od panujących trendów i przekonań – jak twierdzi producent. Podjęliśmy wyzwanie i postanowiliśmy to sprawdzić. Jeśli ciekawi jesteście wniosków, powinien zainteresować Was poniższy artykuł.

Pierwsze wrażenie

Nike Zoom Fly wygląda dość niepozornie i skromnie. Całość wykonana jest z jednolitego cienkiego, dobrze wentylowanego materiału z dużą charakterystyczną „łyżwą” od zewnętrznej strony i mniejszą na przeciwległym boku. Wzdłuż zapiętka znajduje się odblaskowy pasek z motywami świadczącymi o przeznaczeniu buta. Od razu rzuca się w oczy, że liczba szwów została ograniczona do niezbędnego minimum.

chcesz-podkrecic-tempo-to-mozliwe-test-nike-zoom-fly-01

Także i w tej wersji zastosowano znane z innych modeli Nike, doceniane przez biegaczy, rozwiązanie Flywire, czyli mocnych prostopadłych włókien łączących sznurowadła z podeszwą, które okalają wierzch stóp w celu dopasowania do ich szerokości. Ich wiązanie zostało zamaskowane pomiędzy warstwą zewnętrzną i delikatnym materiałem otulającym stopę. Język ma asymetryczny kształt, jest miękki, nie posiada popularnie stosowanego puchowego wypełnienia, a od strony stopy wyłożony jest przyjemnym, delikatnym materiałem.

chcesz-podkrecic-tempo-to-mozliwe-test-nike-zoom-fly-02

Z pewnością nie jest to but, w którym można się zakochać od pierwszego wejrzenia, jednak prostota i konstrukcyjny minimalizm składa się na podstawowy atut Nike Zoom Fly – lekkość! But, który pozornie wygląda dość masywnie, w rozmiarze 44, jaki posiadam, waży zaledwie 247 gramów. Jest on z konieczności cięższy od swojego pierwowzoru. Przede wszystkim z powodu zapewnienia trwałości, co nadaje mu cechy buta treningowego. Zoom Fly ma nam służyć zdecydowanie dłużej niż jeden start, dlatego też jego konstrukcja została odpowiednio wzmocniona. Dużym plusem jest bezszwowe wykonanie cholewki. Została ona wykonana z jednego kawałka materiału, więc nie ma nas co uciskać i uwierać. Widać, że każdy jego element nie jest dziełem przypadku, lecz przemyślany, funkcjonalny i zgodny z jego przeznaczeniem.

chcesz-podkrecic-tempo-to-mozliwe-test-nike-zoom-fly-03

Sekret tkwi w podeszwie

But startowy według przyjętych norm powinien być zarazem lekki i posiadać cienką podeszwę. Jednak ograniczenie stopnia amortyzacji utrudnia zwrot energii uderzenia stopy o podłoże. Projektanci Nike poszli nieco pod prąd panującym przekonaniom, szukając kompromisu pomiędzy minimalizmem, a amortyzacją. Początkek historii podeszwy testowanego Nike Zoom Fly należy rozpocząć od Nike Zoom Vaporfly Elite, które to Eluid Kipchoge miał na nogach pamiętnego dnia. Co istotne, but ten nigdy nie trafił do masowej produkcji. Podeszwa testowanego obuwia jest jego uboższym bratem. Podstawową różnicą jest zastąpienie użytego karbonu przez mniej sprężysty nylon, jednak cała konstrukcja podeszwy pozostała bez większych zmian.

chcesz-podkrecic-tempo-to-mozliwe-test-nike-zoom-fly-04

To, co widzimy na zewnątrz, to pianka EVA. Wewnątrz rdzeń konstrukcji podeszwy stanowi lekki i sprężysty Lunarlon. Kolejną warstwę stanowi nylonowa płytka, która jest sztywniejsza z przodu i zwęża się wzdłuż stopy aż do pięty. Jest ona dużo mniej sprężysta i sprawia, że but jest mało elastyczny, a nawet toporny przy próbie jego zgięcia. Od razu widać, że nie jest to odpowiedni but na spokojne niedzielne wybiegania, a raczej stworzony do wyższych celów. Ale po kolei.

Kształt podeszwy przywodzi mi na myśl indiańską łódź, a to za sprawą jej tylnej, zadartej do góry części, zakończonej ostrym, spiczastym czubem. Także przednia część podeszwy skierowana jest ku górze, jednak to nie odbiega od przyjętych trendów.

chcesz-podkrecic-tempo-to-mozliwe-test-nike-zoom-fly-05

Stopa za sprawą grubej kilkuwarstwowej podeszwy, na której jest osadzona, znajduje się dość wysoko. W okolicy pięty wysokość wynosi 33mm i spada o 10mm w kierunku palców (tzw. drop). Bieżnik buta jest gładki, ma mało agresywny, typowo asfaltowy charakter. Ma to zapewnić dobre trzymanie się płaskich nawierzchni.

chcesz-podkrecic-tempo-to-mozliwe-test-nike-zoom-fly-06

Zasadniczą różnicę poczułem po włożeniu stopy do buta. Wnętrze przywodzi na myśl nisko zawieszony sportowy bolid, pomimo dość obszernej podeszwy. Stopa – nie czuję się w nim płasko, gdyż wnętrze jest mocno wyprofilowane do jej anatomicznych kształtów, począwszy od lekko podniesionej środkowej części stopy poprzez wyraźnie zarysowany łuk.

Przednia część wnętrza jest przytulna po bokach. Dzięki systemowi Flywire mamy możliwość dopasować poziom ściągnięcia bocznych ścian cholewki i skorygować szerokość według indywidualnych preferencji. Przestrzeń dla palców jest dość szeroka. Tu dodam, że posiadam raczej wąską stopę. Przednia część buta jest sztywna za sprawą zastosowanej płyty nylonowej na całej przestrzeni. Za to w tylnej strefie zwęża się pod piętą dzięki warstwie pianki Lunarlon, która pod wpływem ciężaru ciała działa niczym trampolina. Dzięki temu zabiegowi, uzyskujemy efekt szybszego przemieszczenia na przednią część stopy. Także przyczynia się do tego łudkowaty kształt podeszwy, który wymusza na zasadzie kołyski płynne przejście od pięty poprzez śródstopie do przodostopia. Zapiętek dostatecznie chroni achillesy, jest miękki i nie powoduje otarć.

chcesz-podkrecic-tempo-to-mozliwe-test-nike-zoom-fly-07

Nie spodziewałem się, że pod jego masywną konstrukcją czai się prawdziwy drapieżnik. Już po pierwszych krokach czuć umiarkowaną amortyzację. To dzięki piance Lunarlon oraz mięsistej, miękkiej wkładce wykonanej z przyjemnej w dotyku tkaniny. Jest miękko, ale nie ma się wrażenia zapadania stopy.

Już od pierwszych kroków but daje znać, że chce biec

Na początek naszej przyjaźni zabrałem je na spokojne wybieganie i to nie był najlepszy pomysł. Buty rwały do przodu niczym rozwścieczony bulterier na krótkim sznurku. Lądowanie na pięcie nie jest w nich komfortowe, a to za sprawą lekko zadartej tylnej części ku górze. But za to daje wysoki komfort przy lądowaniu na pełnej stopie oraz śródstopiu. Jego budowa wręcz to wymusza. Przetoczenie stopy do przodostopia jest bardzo płynne i dynamiczne. Już po kilku krokach ma się poczucie automatyzmu. To za sprawą jego budowy na kształt kołyski. Jednak nie eliminowałbym osób, które biegają z pięty. Ten but „uczy” zmiany tego nawyku, więc jeśli chciałbyś poprawić ten element i przyspieszyć na treningach, to w mojej ocenie ten but jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Natomiast odradzam ten model osobom, które podchodzą do biegania jedynie rekreacyjnie i nie zamierzają wychodzić poza swoją strefę komfortu.

chcesz-podkrecic-tempo-to-mozliwe-test-nike-zoom-fly-08

Prawdziwą frajdę z biegania w Nike Zoom Air można jednak poczuć przy biegach tempowych po utwardzonej, płaskiej nawierzchni. Jego budowa oraz zastosowana technologia FlyWire sprawiają, że but doskonale trzyma się stopy. Dodając do tego jego lekkość można zatracić wrażenie posiadania ich na nogach. Krok jest płynny i automatyczny. Dynamiczne odbicie powoduje, że stopa wyrywa się do następnego kroku.

Stabilizację określiłbym jako średnią. O ile na asfaltowych nawierzchniach także podczas deszczu nie miałem żadnych zastrzeżeń, but znakomicie trzymał się podłoża, o tyle na leśnych i polnych ścieżkach trudno wykorzystać jego wszystkie zalety. Nie mniej na obu nawierzchniach daje przyjemność z biegania. Jednak źle znosi wszelkie nierówności, szczególnie z racji wysokiego tempa biegu, do jakiego jest przeznaczony.

chcesz-podkrecic-tempo-to-mozliwe-test-nike-zoom-fly-09

But sprawia bardzo dobre wrażenie na tartanowej bieżni. Zoom Fly potrafi obudzić demona prędkości i sprawił, że odnalazłem w nich dziką przyjemność pokonywania krótkich odcinków na wysokich obrotach.

Podsumowanie

Nike Zoom Fly nie jest butem dla każdego. Z pewnością nie sprawdzi się jako podstawowy but treningowy, za to może okazać się prawdziwym dynamitem w Twoim biegowym arsenale. Jednak jeśli tempo 5 minut na kilometr i szybsze jest poza Twoim zasięgiem, ten model nie będzie dla Ciebie najlepszym rozwiązaniem.

Osobom mniej doświadczonym o wysokich ambicjach pozwoli wrzucić kolejny bieg oraz udoskonalić technikę biegu, pozbywając ich nawyku biegania z pięty. Także jeśli marzysz o nowej życiówce na 5, czy 10 kilometrów, Zoom Fly będzie na pewno trafnym wyborem. Bardziej wytrawni biegacze wykorzystają jego walory na dłuższych dystansach półmaratonu czy maratonu.
 

Zoom Fly jednak nie sposób jednoznacznie sklasyfikować. Jest to but, który otwiera nową kategorię. Czy wytoczy kierunek, w którym pójdą inne marki? Sądząc po olbrzymim zainteresowaniu można by rzec, że jest to kwestią czasu. Gdyby Eliud Kipchoge pobiegł królewski dystans 25 sekund szybciej i złamał barierę 2 godzin w maratonie być może okrzyknięto by tę konstrukcję przełomowym odkryciem, a tak może Nike Zoom Fly okaże się nim dla Ciebie?