„Bieganie. Kobieca strona mocy” – recenzja książki

Przeglądając co pewnien czas półki księgarni w dziale sport czy kulinaria, da się zauważyć, że coraz częściej pojawiają się tam pozycje pisane przez hobbystów. Osoby wczoraj nieznane nikomu, dziś stają się rozpoznawalne czy to za zasługą prasy, telewizji czy internetowych portali tematycznych. Pragną podzielić się swoim punktem widzenia i tak też w miarę możliwości czynią. Oczywistym jest, że posiadają także pewną podbudowę praktyczno-teoretyczną, dzięki czemu wiedza przez nich przekazywana posiada swoją wartość. Zaletą tej grupy autorów jest przystępny i bezpośredni język, którym zwracają się do czytelników, a także bardzo precyzyjne celowanie w ich punkt zainteresowania. Wynika to z faktu, że swojego czasu przebyli oni podobną drogę co osoby początkujące i na swojej skórze sprawdzili od czego najprościej jest zacząć daną przygodę, na co warto zwrócić uwagę, przed czym się chronić, jak podtrzymywać ogień pasji i w pełni cieszyć się z jej posiadania.

Bieganie. Kobieca strona mocy została napisana przez Annę Pawłowską-Pojawę – biegaczkę amatorkę, blogerkę, a także twórczynię artykułów o tematyce biegowej dla tygodnika “Wprost” czy serwisu MagazynBieganie.pl.

Jak sama zaznacza – nie jest ona dla swoich odbiorców ani trenerem, ani lekarzem czy fizjoterapeutą. Zdaje się, że występuje tu w roli starszej i bardziej doświaczonej koleżanki, która na bazie własnych prób pragnie przetorować drogę osobom, które mają problem z postawieniem pierwszego, biegowego kroku. Dodatkowo, a może przede wszystkim skupia się i zwraca w swojej książce do kobiet. W tej grupie stara się propagować bieganie, bo uważa, że to idealny sport dla czynnej i aktywnej zawodowo dziewczyny.

Sportowcy, którzy nieco dłużej uczestniczą w życiu środowiska biegowego, zapewne mieli okazję spotkać na swojej drodze Annę Pawłowską-Pojawę. Czynna uczestniczka zawodów w wielu punktach Polski, w innych sytuacjach aktywna kibicka czy bywalczyni zajęć skierowanych dla sportowców. Popularyzatorka zdrowej aktywności, a także (można chyba tak określić) facebookowa informatorka, która regularnie zdaje relacje z tego, co dzieje się na rodzimym, jak i zagranicznym, lekkoatletycznym podwórku.

Byłam ciekawa tej recenzji. Autorka bardzo silnie związana jest ze słowem zarówno drukowanym, jak i internetowym, posiada na swoim koncie wiele biegowych artykułów, a ja zastanawiałam się na ile informacje umieszczone w nowym jej projekcie będą indywidualnym odkryciem biegania, a na ile odniesieniem do treści, jakie można znaleźć w fachowej literaturze.

- Wystartuj -

Słowem wstępu

W pierwszym zetknięciu z książką odnosi się wrażenie czytelności i prostoty, co związane jest zapewne z odpowiednią oprawą tekstu, zastosowaną czcionką, jej rozłożeniem, podziałami, pogrubieniami i licznymi, niezbyt długimi rozdziałami. Wszystko to powoduje, że płynie się przez kolejne strony, choć może odpowiedniejsze byłoby w tym przypadku słowo – biegnie. Najważniejsza w całości jest jednak treść, a ta została ujęta w trzynastu częściach, nie licząc słów wstępu, zakończenia i dodatku stanowiącego subiektywny przegląd najciekawszych biegów dla kobiet zarówno w Polsce, Europie jak i na świecie.

bieganie-kobieca-strona-mocy-recenzja-ksiazki-06

Rozdział pierwszy

Początek “Biegania…” wprowadza do biegowego świata kobiet. Stara się umiejscowić je w czasoprzestrzeni, pokazać w skrócie jaką drogę musiały przejść, aby zostać zauważone czy wywalczyć swoje miejsce w sporcie. Autorka opisuje także różnice anatomiczno-fizjologiczne pomiędzy męską i żeńską częścią biegaczy i wysuwa dość osobliwy wniosek, że jednak startujemy w innej konkurencji.

Na pocieszenie ambitnych kobiet pragnących deptać po piętach mężczyznom, dowiadujemy się, że panowie mają lepiej umięśnione nogi i dłuższe uda, co pozwala im stawiać dłuższe kroki. Parametr ten wraz ze zwiększoną częstotiwością kroku odpowiada za szybsze tempo biegu i jest to jeden z powodów, dla których to oni, nawet jeżeli trenują mniej, są w stanie osiągać wyniki zbliżone do intensywniej trenujących pań.

Dowiadujemy się także, że stwierdzenie “ma pani czym oddychać” nie jest dla biegaczki żadnym komplementem, ponieważ najszybsze zawodniczki, te o największej wydolności, najczęściej mają mały, ewentualnie średni biust. Przewagą kobiet stanowiącą większą rezerwę energii i wody jest natomiast tkanka tłuszczowa, jednak jest to niewątpliwie dość niechciane pocieszenie.

Rozdział drugi

Bieganie jest nudne. Tymi słowami często ocenia się bieganie. Co ciekawe, czynią to osoby niebiegające czy dopiero rozpoczynające swoją przygodę z tym sportem. Dodatkowo ich negatywny stosunek do aktywności pogłębiany jest zbyt forsownym, początkowym tempem, skutecznie eliminującym chęć do ponownego wyjścia na trening.

Autorka uczy nowicjuszy co robić, aby nie popełnić kardynalnego błędu pragnienia zostania mistrzem bieżni na pierwszym z nią spotkaniu i ścigania się z własnym wyobrażeniem o bieganiu. Wymienia metody, które mają pomóc w postawieniu najtrudniejszego, pierwszego kroku. Rozprawia się także z mitem negatywnego wpływu biegania na stawy. Hasłem drugiego rozdziału są słowa powoli oraz brak fetyszyzowania pulsometrów.

Książka napisana jest językiem bardzo swobodnym, bez naukowych, niezrozumianych sformułowań. Zwraca się do czytelnika prawie po imieniu, dzięki czemu może on odnaleźć siebie i swoje problemy w treści, utożsamić się z biegaczem, o którym mowa, znaleźć odpowiedzi na swoje pytania oraz odpowiednie ich rozwiązanie.

Rozdział trzeci

Tym, co praktycznie zawsze wystawiane jest na świeczniku różnic damsko-męskich i skutecznie może odciągać kobiety od aktywności, jest okres. Panie zmuszone są do przewidywania, ustalania strategii i zabezpieczania podczas menstruacyjnych dni tak, aby podczas aktywności móc się rozluźnić i skupić na bieganiu.

Warto wiedzieć i nie szukać wymówek rezygnacji ze sportu, tylko dlatego, że akurat przechodzi się przez cięższe dni. Jak wzmiankuje autorka wielokrotnie zostało udownodnione, że bardzo dobre wyniki, wraz z poprawą życiówek można osiągnąć w pierwszych dniach po rozpoczęciu cyklu, pierwszym czy drugim dniu miesiączki, badź nawet w dzień poprzedzający krwawienie.

Rozdział czwarty

Ćwiczenia, ćwiczenia, ćwiczenia. Nie samym bieganiem biegacz żyje. Autorka skutecznie przekonuje, że w biegu pracują nie tylko nogi, ale całe ciało, które warto wzmacniać ćwiczeniami siłowymi, jak i ogólnie nazywanym treningiem funkcjonalnym. Przysiad, deska i pompka mają być złotym trójkątem, dzięki któremu będzie się biegało lepiej i szybciej.

W tej części odczarowane zostaje także hasło siłownia, która wcale nie musi kojarzyć się z toną przerzucanego żelastwa, a może okazać się bardzo dobrym sprzymierzeńcem w dbaniu o formę i poprawę wyników. Biegaczka nie zostanie kulturystką nawet korzystając co jakiś ze sztangi czy hantli.

Autorka wysyła także na halę, gdzie zorganizowane ćwiczenia mają się stać solą zimowych treningów, a także odnosi się do sportów triatlonowych, które spełniają doskonałą funkcję ćwiczeń ogólnorozwojowych. Dobrym elementem książki są wydzielone części skupione na opisywanych ćwiczeniach. Dzięki nim można krok po kroku ustawić się w odpowiedniej pozycji i prawidłowo wykonać konkretne zadanie.

Rozdział piąty

Wielokrotnie mówi się, że do biegania potrzebne są tylko dobre buty. Otrzymujemy w tym rozdziale szereg porad, w jaki sposób i gdzie najlepiej dokonać zakupu skrojonego na konkretną stopę obuwia. Dowiadujemy się, że tak popularna opinia o tym, że but do biegania powinien być za duży, wynosi jedynie 0,5 centymetra, a także że jednym z podstawowych wyznaczników tego, po jakie buty powinno się sięgnąć jest nawierzchnia wybieranych tras treningowych połączona z wiedzą o budowie/typie własnej stopy. Wszystko to determinuje odpowiednie wybory, a te jak przedstawia autorka mogą zawierać się wśród 20-stu najbardziej popularnych i specjalistycznych marek. Bardzo interesującą w tym miejscu jest “ściąga dla Kopciuszka”, w której zostali opisani mniej i bardziej znani producenci sportowi.

Rozdział szósty

Dowiadujemy się tu wszystkiego na temat każdej części ubioru, dostosowanej do odpowiedniej pory roku. Wiadomym jest, że panie szczególną uwagę powinny skupić na doborze odpowiedniego biustonosza sportowego, bo co ciekawe według ekspertów mniejsza pierś odbija się podczas biegu od ciała o ok. 4cm, a większa nawet o ok. 14cm.

Na szczęście i niezależnie jednak od tego co jest ukryte czy od tego co na zewnątrz, jak również czy wygląda się jak z reklamy najnowszej kolekcji, badź nosi się starą bluzę z second-handu – autorka przekonuje, że wyniki sportowe nie zależą ani od ubioru, ani od obuwia.

Niemniej najważniejszą zasadą ubioru jest, aby na starcie czuć lekki chłód, który zniknie w trakcie biegu. Jeżeli przed biegiem jest już za ciepło, to w jego trakcie na pewno będzie za gorąco. 

Autorka wielokrotnie przeplata treści z tabelami, będącymi jej własnymi opracowaniami. W prosty sposób zbiera w nich najważniejsze informacje.

Rozdział siódmy

Gadżety i elektronika sportowa nie muszą, ale dobrze gdy choć w niewielkim procencie stanowią biegowe wyposażenie. Najbardziej przydatnym jest zegarek sportowy. Zostaje tu zwrócona uwaga, że warto sprawdzić jak wygląda jego obsługa posprzedażna, bo większości specjalistycznych zegarków nie da się naprawić u zwykłego zegarmistrza.

Autorka zwraca także uwagę na bardzo ważny aspekt udostępniania swoich treningów na portale społecznościowe. Najnowsze technologie są w stanie pokazać dokładną trasę od startu do mety, przy czym punkt A i Z są zwykle miejsem zamieszkania. Takie dzielenie się swoją prywatnością może być potencjalną kopalnią wiedzy dla osób postronnych i wpływać na zmniejszenie bezpieczeństwa biegaczek.

Na poziom bezpieczeństwa wpływają również światło i odblaski, w które warto się zaopatrzyć biegając po zmroku.

Rozdział ósmy

Po raz kolejny i ważną dla przypomnienia nowicjuszom, którzy często swoją przygodę z bieganiem rozpoczynają od chęci zrzucenia nadprogramowych kilogramów, jest informacja, że mięśnie ważą więcej niż tłuszcz, zatem wraz ze wzrostem formy nie zawsze odnotuje się duży spadek na wadze. Wyznacznikiem sukcesu są przede wszystkim centymetry i wskaźnik zawartości tkanki tłuszczowej.

Grubą kreską autorka zwraca uwagę, że choć bieganie spala kalorie, to ich uzupełnianie należy świadomie przemyśleć. Często bowiem nieodpowiednie pożywienie dostarcza o wiele więcej energii niż tą, jaką zużyło się na treningu, a przez to może królować przekonanie, że od biegania się tyje. Warto mieć na uwadze hasło pułapki najadania się do syta.

Rozdział dziewiąty

Niezwykle celnie autorka oceniła sens udziału biegaczy w zawodach. Zawody są solą tego sportu, a wiadomo, że potrawy bez soli są zwyczajnie mdłe i po jakimś czasie się nudzą. Z zawodami – jak z solą – niektórzy lubią więcej, inni mniej.

Bardzo słusznie odniosła się także do niekonsekwencji organizatorów wyścigów, którzy bywa, że wymagają od uczestników udziału w imprezie w koszulkach znajdujących się w pakietach, natomiast nie są już tak restrykcyjni wobec elit startujących w strojach dowolnych.

Wchodząc w biegowy świat warto także zaznajomić się z odpowiednią nomenklaturą, w tym z różnicą pomiędzy czasem netto i brutto osiągniętym na zawodach. Czas brutto jest mierzony od wystrzału startera do momentu przekroczenia linii mety. Czas netto natomiast to czas od przekroczenia linii startu przez zawodnika do chwili minięcia mety. W przypadku dużych biegów, gdy start rozciąga się w czasie, może się okazać, że różnica pomiędzy brutto, a netto wynosi kilka minut, a wówczas należy swoje własne osiągnięcia opierać jedynie na czasie netto.

Można się tu także dowiedzieć, że wbrew pozorom szatnia to nie depozyt i to w tym drugim jest miejsce na zdeponowanie swoich rzeczy na czas wyścigu.

Rozdział dziesiąty

Autorka zdaje się podchodzić stereotypowo do sposobu myślenia pań. Panom dopiero rozpoczynającym przygodę z bieganiem od razu przypisuje cechę konkretnego celu, jakim jest zazwyczaj maraton. Panie natomiast mają być mniej śmiałe i odważne oraz szykować się do królewskiego dystansu z większą pokorą. Niemniej, niezależnie od prawdy, bardzo interesującą jest ciekawostka, jakoby podczas maratonu można było stracić na chwilę 3cm wzrostu. Pokazuje to skalę obciążenia organizmu, kręgosłupa, nóg, całego szkieletu i mięśni.

Co warto także pamiętać szykując się do takiego startu – maraton to nie są po prostu dwa półmaratony.

Nowiną jest także, że dla kwestii regeneracji dzień po maratonie nie ma znaczenia czy założy się buty na obcasie czy płaskie. Podobno w tych pierwszych nogi nawet nieco szybciej będą się regenerować.

Przeskakując dystans 42km195m i odnosząc się do ultramaratonów – panie na tych trasach radzą sobie znakomicie, bywa że pokonują mężczyzn, a na dodatek są jak wino – im starsze, tym lepsze. Bardzo uśmiechnięta jest też teza, że biegi górskie potrafią poczynić nieodwracalne zmiany w mózgu, prawdopodobnie z uwagi na niską zawartość tlenu. Przejawiają się one tym, że człowiek coraz więcej czasu zaczyna spędzać w górach, aż w końcu przenosi tam całe swoje życie.

Rozdział jedenasty

O mądrości biegacza słów kilka – mało kto przed rozpoczęciem biegania przygotowuje się do niego od strony teoretycznej. Z drugiej strony gorzej, że po jego rozpoczęciu też niewielu zgłębia tę wiedzę. Warto przyjrzeć się osobie trenera, ponieważ może się okazać, że to druga po dobrym obuwiu dobra inwestycja biegacza.

Rozdział dwunasty

Autorka przestawia czytelnikom kwestie kontuzji. Kobiety częściej są narażone na uszkodzenia ścięgna Achillesa – wina leży po stronie tak często noszonych obcasów, które osłabiają ścięgno.

Jak zawsze najważniejsze w dbaniu o zdrowie jest zachowanie zdrowego rozsądku. Warto pamiętać, że przyjmowanie środków przeciwbólowych, które tłumią odczucie bólu, tylko po to, aby odbyć trening, to oszukiwanie organizmu. Takie zachowanie może doprowadzić do pogłębienia kontuzji.

Uwaga końcowa – bieganie uzależnia. Zbyt intensywny wysiłek uaktywnia w mózgu reakcje podobne do tych wywoływanych przez silne narkotyki i może prowadzić do uzależnienia.

Rozdział trzynasty

Ambitny amator to jeden z najgorszych typów biegacza. Będąc profesjonalistą w swoim zawodzie, stara się być profesjonalistą również w czasie treningu, nie ma jednak takich możliwości regeneracji jak zawodowcy. W rezultacie ambitni amatorzy wpadają w treningowy kierat, zamiast cieszyć się piękną pasją. Autorka radzi, że wyściem z tej sytuacji jest odszukanie pierwotnej radości z biegania na treningach nie obarczonych planami i pomiarami.

Należy także pamiętać, że z organizmem biegacza jest jak z bakteriami – z czasem uodpornia się on na dotychczas stosowane środki treningowe, nie zawsze reaguje na bodźce, potrzebuje zmian, zróżnicowania akcentów, a czasami korekt dokonywanych na bieżąco.

Podsumowanie

“Bieganie. Kobieca strona mocy”, chociaż w tytule skupiona na paniach, śmiało może być również doskonałą lekturą dla mężczyzn. Informacje w niej zawarte stanowią skrótowy dotyk wielu najważniejszych i potrzebnych aspektów, nad jakimi zastanawia się wielu początkujących biegaczy. Te kwestie łączą się w obu grupach.

Nie da się ukryć, że Anna Pawłowska-Pojawa wywodzi się ze środowiska pisanego, także tego internetowego, jak i jest osobą praktykującą bieganie w obecnych czasach. Pozycja choć niesie prawdy uniwersalne dla każdego biegacza, zdaje się skierowana jest do polskiego czytelnika. Znajdują się tu odniesienia do konkretnych, rodzimych portali tematycznych, odwołania do portali społecznościowych czy wskazania aplikacji mobilnych.

Bieganie. Kobieca strona mocy jest książką prostą, przystępną, łatwą w odbiorze i dającą nadzieję, że bieganie jest sportem dla każdego. Brak w niej ciężkości, murów nie do pokonania i skomplikowania. Zdecydowanie jest pozycją dla nowicjuszy, którzy bieganie wolą poznać i rozpocząć od lektury. Jestem pewna, że po jej przeczytaniu odważą się oni wyjść na swój pierwszy trening. Książkę możecie nabyć w Wydawnictwie Edgard.