Dzienniczki treningowe – nie tylko nudne statystyki

Partnerzy medyczni TreningBiegacza.pl

Nie dalej jak 7 lat temu jedynym słusznym i niepodważalnym dowodem na przynależność do statystycznego klubu maniaków cyferek, uśrednionych temp oraz ilości kilometrów był papierowy dzienniczek z tabelą dni tygodnia i wykonanymi treningami. Dziś format nie uległ zmianie, uległa za to forma prezentacji. I o tym dziś.

Do prowadzenia dzienniczka treningowego nie muszę chyba nikogo namawiać. Jest to tak ewidentne, tak niezbędne jak sam trening. O ile przeszły mi już te czasy, kiedy niemalże tuż po treningu siadałem i sprawdzałem ile przybyło kilometrów do ogólnej puli, o tyle nadal jest to nierozerwalny element mojego treningu jako spójnej całości zmierzającej w określonym, mnie jedynie znanym kierunku.

Po co zatem prowadzić dzienniczek treningowy?

Rozważać tę kwestię możemy przynajmniej dwojako. Po prostu dla siebie, aby mieć się czym przyszłym wnukom pochwalić, lub zastosować zgoła bardziej pragmatyczne ujęcie – aby na bazie danych dowiedzieć się czegoś o sobie, a idąc krok dalej, poprawić swoje parametry.

Prowadzenie dzienniczka treningowego, bez względu na formę, o czym za chwilę, pozwala osiągnąć korzyści, które zwłaszcza dla początkującego biegacza, mogą okazać się nie do przecenienia. Coby nie być gołosłownym przytoczę garść argumentów, opowiadających się za notowaniem tego, co czynimy z własnym ciałem:

  • Motywacja do treningu – odnotowywanie podstawowych parametrów pozwala na zebranie bogatej bazy danych: czas biegu, ilość pokonanych kilometrów, akcent, poziom zmęczenia, waga – to wszystko pozwala nam, np. po roku wyciągać ciekawe wnioski: na początku kilometr wychodził w tempie 9 min, teraz już biegam 6 min/km; rok temu ważyłem 105kg – dziś 15kg mniej. Te niby drobiazgi pozwalają dać takiego kopa motywacyjnego, niczym nowe kupione buty czy pulsometr, a warto dodać, że prawdziwa frajda ze statystykami zaczyna się przy zakupie tego ostatniego.
  • Materiał porównawczy – w teorii treningu narastanie obciążeń winno odbywać się w proporcjach 3 do 1 tj. 3 tygodnie obciążenia narastają w tempie 10% tygodniowo, po czym w 4 tygodniu spadają o 20%. To dobra metoda na uniknięcie kontuzji i systematyczny samorozwój. Nie wyobrażam sobie półrocznych przygotowań do maratonu, bez zastosowania jakiejkolwiek formy analizy. To wręcz wydaje się niemożliwe nawet przy krótszym mikrocyklu, gdzie chcemy wprowadzić zwiększenie kilometrażu.
  • Co mnie służy – po kilku latach od rekordowego biegu warto mieć pod ręką dane dotyczące rozkładu poszczególnych akcentów, wagi, diety. Czasami bardzo mały element potrafi pokrzyżować nam plany, a my pomimo, iż na oko trenujemy podobnie, nie możemy osiągnąć zbliżonego wyniku. Diabeł tkwi w szczegółach i nasza w tym rola, aby na bazie doświadczeń wyeliminować akcenty zbędne, a na piedestale postawić te, które nam służą.
  • Codzienność – codzienność jaka jest, nikomu nie trzeba tłumaczyć. Raz dzień jest piękny i można góry przenosić, a czasami nawet żal psa wyprowadzić, aby nie zmókł i nie zmarzł. Biegacz jednak musi być twardy. Przygotowania to przygotowania, a nic tak nie działa na wyobraźnię, jak pusta, niewypełniona przestrzeń w dzienniczku treningowym. Wielokrotnie była to moja ostatnia deska ratunku w walce z własnym lenistwem i złą pogodą.

Rodzaje dzienniczków treningowych

Generalnie dzienniczki treningowe dzielimy na online i offline, tj. takie internetowe i te instalowane lokalnie na komputerze. O wyższości jednych nad drugimi nie będę się rozwodził, bo to chyba zależy jedynie od upodobań i zasobności portfela.

Sklep TreningBiegacza.pl

Kupując u nas, wspierasz rozwój serwisu!

Internetowe dzienniczki treningowe

Moje zestawienie pozwolę sobie rozpocząć od internetowych dzienniczków treningowych, nie z racji preferencji, raczej obszerności tematu:

  • http://run-log.com/ – rodzimy dziennik treningowy zaprojektowany i w pełni wdrożony przez Macieja Czerwińskiego. Duże bogactwo opcji, analizy treningu, statystyk, celów treningowych, a nawet zużycia butów. Póki co RL posiada możliwość automatycznego importu danych bezpośrednio z zegarków Garmin – co daje niesamowite możliwości poglądowe, trwają jednak prace nad wdrożeniem systemu importu z pulsometrów marki Timex. Z jedynie nam znanego źródła wiemy, iż z początkiem roku można spodziewać się odświeżenia szaty graficznej jak i silnika całego skryptu, co zwiastuje kolejne ciekawe opcje i rozwiązania, a już teraz jest co analizować. RL jest w pełni po polsku.
  • http://www.endomondo.com/ – wielonarodowy internetowy dzienniczek treningowy w fazie rozwoju, ale z dużymi perspektywami. Lekko drażni niepełna polonizacja i przeplatanie angielszczyzny z polszczyzną, ale myślę, że z biegiem czasu te drobne bugi zostaną wyeliminowane.
  • http://home.trainingpeaks.com/ – software wykorzystywany przez Timexa do analizy treningów. Najbardziej bogate możliwości importu danych z wszelakich urządzeń: Timexa, Garmina, Polara i innych. Niestety, wśród opcji językowych brakuje polskiego. Interfejs programu dość ciężkawy, ciekawsze opcje statystyczne dostępne za dopłatą.
  • http://nikeplus.nike.com/plus/ – bez wątpienia nie znajdziemy prezentacji naszych statystyk biegowych w ładniejszej oprawie niż w oprogramowaniu od Nike. Wszystko cukierkowe i zachęcające do kliknięcia. Prostota i użyteczność – póki co tylko po angielsku i dla urządzeń z systemem Nike+ lub telefonów z iOS lub Android.

Dzienniczki treningowe instalowane lokalnie

  • Dzienniczek Treningowy – Swego czasu, starsi stażem biegacze z pewnością pamiętają, Konrad Różycki spreparował dziennik z powodzeniem używany przez wielu do dziś. Swego rodzaju protoplasta i wyznacznik trendów doczekał się wersji – jako jedynej działającej na wielu platformach – Macintosh OSX, Microsoft Windows i Linux. To z pewnością niebywały sukces, ale przy tym hurraoptymiźnie niestety trzeba dodać, że wszystkie dane wpisujemy z palca. Póki co nie zostały wdrożone żadne rozwiązania geolokalizacyjne czy też automatyczne pobieranie treningów z urządzeń zewnętrznych. Radosną informacją jest, iż do najnowszej wersji 5.0 można z powodzeniem zaimportować historię treningów z wersji 3.0.
  • SportTracks – przez wiele lat korzystałem z tego oprogramowania i trzeba przyznać, że bodaj ono właśnie stało się wyznacznikiem kierunku dziś budowanych i rozwijanych internetowych dzienniczków treningowych. Przez wiele lat gratisowy program, zyskał bogate rzesze fanów i pełną lokalizację na polski. Dziś dostępna jest już tylko wersja płatna, ale czy 35$ to aż tak duży koszt przy tym, co biegacz potrafi wydać na sprzęt, pulsometry i inne gadżety uprzyjemniające bieganie? Niebywałym mankamentem SportTracka wydaje się możliwość korzystania tylko na platformach z windowsem, co skutecznie odcina część entuzjastów od tego bez wątpienia rewolucyjnego oprogramowania.
  • rubiTrack – mówią, że z braku laku dobry kit. Określenie pasuje jak ulał, ale nie skazywałbym tego programu przeznaczonego tylko dla entuzjastów Apple na niebyt, bo nie stanowi on tylko i wyłącznie pocieszenia na niemożność instalacji SportTracka. Mało tego, z powodzeniem zastąpił mi go, w momencie mojej przesiadki na Maca. Ma wszystkie niezbędne opcje, w jakie uzbrojony był jego pierwowzór, a w niektórych elementach znacznie przerósł starszego brata, ale o tym opowiem w niedługim czasie opisując wszystkie szczegóły i zakres funkcjonalności. Niestety, program nie posiada polskiej wersji językowej, kosztuje 30€.

Jeśli nie internetowy lub lokalny to?

Pozostaje nam jeszcze możliwość utworzenia pliku w programie excel – a tam, o ile mamy dość obszerną wiedzę na temat tworzenia reguł, wykresów i wzorów matematycznych – notowanie każdego parametru, jaki nam przyjdzie do głowy. Plus tego rozwiązania jest taki, że nie mamy żadnych ograniczeń, ale z drugiej strony – warto kolejny raz wynajdować koło?

Dostępność wszelakich urządzeń mierzących dystans, tętno, tempo i czas jest tak powszechna, że tylko kwestią czasu pozostaje, kiedy każdy z dzienniczków zaoferuje możliwość importu i z pulsometrów i gps`ów a także smartfonów. Tylko kwestią czasu pozostaje zniknięcie opcji prowadzenia dzienniczka na papierze lub w zwykłym pliku excela, ale w sumie nieważne jest to jak i gdzie, sednem jest robienie tego.